Omini to nowa aplikacja mobilna, która pomaga poznawać ludzi w otoczeniu.
- Załóżmy, że jesteśmy na Podolszycach - wówczas po włączeniu lokalizacji w aplikacji widzimy osoby znajdujące się w pobliżu, od kilkuset metrów do kilku kilometrów od nas, do których możemy napisać. Oczywiście podane wartości są przybliżone i ze względów bezpieczeństwa nie mamy dokładnej mapy - tłumaczy pan Marcin.
Ma to być odpowiedź na coraz bardziej zamknięte społeczności i fakt, że kontakty międzyludzkie znacznie częściej i łatwiej nawiązujemy dziś przez internet.
- Przydatna będzie też dla osób starszych czy samotnych, które mogą napisać do sąsiada/sąsiadki i poprosić o konkretną pomoc, np. zrobienie zakupów czy wniesienie ciężkiej rzeczy do domu albo dla kogoś, kto chciałby sobie dorobić i może zaoferować jakąś usługę za opłatą - dodaje.
Cel jest prosty - wzmocnienie więzi i ułatwienie budowania relacji na poziomie lokalnym.
- Tak jak mamy Facebooka lub TikToka to są portale nastawione raczej na globalny zasięg. Projekt Omini jest za to nastawiony na kontakt z ludźmi z najbliższej okolicy. W ramach jego rozwoju chcielibyśmy też postawić na spersonalizowane reklamy lokalnych biznesów, a nie rynkowych gigantów - uzupełnia Marcin Woźnicki.
Obecnie aplikacja jest jeszcze w fazie początkowej. Opiera się o dwie główne funkcje: możliwość rozmowy z "użytkownikami w pobliżu" oraz czat regionalny zrzeszający rozmówców z całego miasta. Współtwórca projektu zapowiada, że z pewnością dojdzie jeszcze opcja ogłoszeń.
Omini mogą pobrać zarówno użytkownicy Androida jak i IOS.
Zagadkowe naklejki z logotypem aplikacji. Skąd się wzięły?
Aplikacja wzbudziła dyskusje jeszcze zanim została wypuszczona. Wszystko za sprawą zagadkowych naklejek, które w lutym pojawiły się w różnych częściach Płocka. Widniał na nich napis "zakaz używania" oraz logotypy Facebooka, Tik Toka, Instagrama oraz właśnie Omini.
Teorie internautów były różne - część z nich przewidywała, że może być to forma kampanii reklamowej. Współtwórca projektu Marcin Woźnicki twierdzi jednak, że nie miał z nimi nic wspólnego.
- Nie był to nasz pomysł. Nie wiem kto był za to odpowiedzialny, ale - chociaż może wzbudziło to pewne zainteresowanie naszą marką - przyczyniło się też do wielu szkód, bo tego rodzaju naklejki naprawdę trudno było ściągnąć. A nam zależy, by aplikacja kojarzyła się z czymś pozytywnym - wyjaśnił.
Komentarze (0)