Reklama

Reklama

Koparka niszczy ogródki w centrum miasta. Mieszkańcy załamują ręce [FOTO]

Opublikowano: czw, 25 lip 2019 17:09
Autor:

Koparka niszczy ogródki w centrum miasta. Mieszkańcy załamują ręce [FOTO] - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości - Niedługo, zamiast pięknego zapachu kwiatów, będziemy wdychać spaliny samochodów - mówi rozżalona płocczanka. Druga dopowiada: - Moja mama, która ma ponad 90 lat, przeżyła wojnę, była w obozie w Działdowie, mówi, że to co się teraz tu dzieje jest dla niej jeszcze gorsze niż ten obóz - załamuje ręce jej córka. Przed chwilą ścięto ostatnią piękną różę. Kobieta wyjmuje telefon i pokazuje zdjęcia. - To nam zostało. Wspomnienia.

Reklama

– Niedługo, zamiast pięknego zapachu kwiatów, będziemy wdychać spaliny samochodów – mówi rozżalona płocczanka. Druga dopowiada: – Moja mama, która ma ponad 90 lat, przeżyła wojnę, była w obozie w Działdowie, mówi, że to co się teraz tu dzieje jest dla niej jeszcze gorsze niż ten obóz – załamuje ręce jej córka. Przed chwilą ścięto ostatnią piękną różę. Kobieta wyjmuje telefon i pokazuje zdjęcia. – To nam zostało. Wspomnienia. 

– Mój dziadek budował ten budynek – mówi jedna z mieszkanek, usuwając kolejne rośliny z ogródka. Jeszcze do niedawno pełnego kwiatów, tulipanów i róż. Malwy to również przeszłość.

– Szkoda, że pani nie przyszła wcześniej, kiedy to wszystko jeszcze kwitło. Niech pani robi zdjęcia drzew albo bukszpanu. Dziś nam powiedziano, że w środę ich już nie będzie. Będzie można się za to dowiedzieć ile prawdy jest w zapowiedzi, że drzewa są bezpieczne. A te, co zostaną, mogą mieć przez te prace podniszczone korzenie. Rośliny sadziliśmy przez lata na własny koszt. Mama wychodziła z mieszkania i dokarmiała koty.

Mieszkańcy z kamienic przy ul. Sienkiewicza 13, 15 i 17 przyznają, że czują się bezradni na widok tego, co się dzieje na ul. Stommy (między ul. Sienkiewicza a Kolegialną). Te same osoby, które od lat dbały o swoje przydomowe ogródki, troszczyły się o posadzone rośliny, teraz patrzą jak wszystko znika dzięki sprowadzonej koparce. Ogródki były przy tych blokach od początku... Zazielenione miejsce w centrum miasta, których mamy coraz mniej. Niszczone w tym samym czasie, kiedy nie została jeszcze domknięta sprawa wycinki drzew w al. Kilińskiego.

W wiadomości do naszej redakcji, którą przysłano we wtorek, jedna z mieszkających tam osób przyznaje:

– Żal, płacz, bez informacji o likwidacji ogrodów. Bez zabezpieczenia. Mieszkańcy są bezradni widząc to, co robią władze.

We wtorek mieszkańcy wspólnie wykopywali rośliny. Tłumaczyli, że póki jeszcze mogą, to chcą je ocalić, oddać, jeśli ktoś ma własny ogródek. – A może pani ma? – zagadują. Kilka metrów dalej stoi przyczepka. Na niej żadnych tam worków czy rzeczy. Wyłącznie rośliny. – Serce boli, po prostu serce boli.  

Tuż obok weranda, która tam jest od kilkudziesięciu lat. Mężczyzna, którego spotykamy w trakcie prac na ogródku, chciał wymienić okna. Teraz sobie gratuluje, że nie wydał pieniędzy na próżno. Równie dobrze lada moment nic z tego wszystkiego nie zostanie. Zostało tylko czekanie. – Jutro przyjdą! 

– A wie pani, tam obok mieszka matka z kilkorgiem dzieci. Gdzie one się będą bawić? Na asfalcie? Te wszystkie ogrodzenia, płotki, siatki to były nasze, kupione za nasze pieniądze – słyszymy we wtorek wieczorem. – A kto nam za to odda? Kto zapewni bezpieczeństwo? – zastanawia się płocczanka, chociaż coraz więcej w niej rezygnacji. Wskazuje na drzwi wejściowe do ogródka. – Były tu od początku, a pod nimi dół. Mój tata zwoził ziemię, żeby to jakoś zasypać i dało się przejść. A teraz wszystko zniszczą, nie zapewniając nawet ochrony na drzwi, które są duże, oszklone! Takie były odkąd pamiętam, zapewniające wyjście na ul. Stommy. Zabezpieczenia kosztują, a nikt z nami o tym nie rozmawia.

Maszyny pracują, a drzwi do mieszkań od strony ul. Stommy nie są kompletnie niczym osłonięte. Gdyby nie zasłonki, to dla rabusia prosta sprawa – wszystko mógłby przejrzeć. Kolejna płocczanka, która tam mieszka od 26 lat, nie ukrywa zdenerwowania: – Czy ktoś zatroszczył się, aby to wszystko zabezpieczyć przed złodziejami? Tak, aby nikt nie zaglądał mi do mieszkania. Wystarczy, że odsłonię zasłonkę. Stałam na tarasie, kiedy jakiś mężczyzna zabrał sobie furtkę od mojego ogródka! Wszystko działo się na moich oczach. Zwykła furtka staje się łakomym kąskiem dla złodziei. Jak tu się nie zdenerwować? – pyta. – Tym bardziej, że to nie jest najbezpieczniejsza okolica w Płocku.

Część ogródków już przepadła. Pod względem estetycznym może nie wszystkie były jednakowo ładne, ale wiele osób dbało o nie w sposób wyjątkowy i nadal chciałoby móc to robić. Pytamy jedną z osób, która mieszka tam od wielu lat, czy rzeczywiście nie było żadnych informacji o rozpoczęciu prac, nikt nie protestował. O remoncie ulicy Stommy mówiło się od dawna, ale, jak zapewniają lokatorzy, absolutnie nie było mowy o likwidacji ogródków przy budynkach mieszkalnych. A przynajmniej jeszcze 5 lat temu nie było takich planów. Wszystko zostało dogadane, mieszkańcy płacili za zajmowany teren miesięczne opłaty w wysokości kilkudziesięciu złotych. Jedna z lokatorek, która w 2018 r., zamierzała wyremontować taras, na dwa dni przed przyjściem ekipy budowlanej postanowiła udać się do administracji, następnie do zarządu.

– Dowiedziałam się, że są jakieś plany dotyczące remontu ul. Stommy. Z pisma z Urzędu Miasta wynikało, że oni mi ten teren, gdzie miałam taras, udostępnią raptem na rok. Zastrzegają, aby nie robić nowych nasadzeń albo utwardzeń terenu. Umowy nie podpisałam, bo i po co? – rozkłada ręce.

Inna płocczanka pokazuje dokumenty. – Ta walka toczy się od około dwóch lat – dopowiada. Z początku chodziło o wysokość ogrodzenia przydomowych ogródków i wydzierżawienie powierzchni. Z pisma, w nawiązaniu do innego z 2017 r. w sprawie wydzierżawienia części działki o powierzchni 46 m2 tylko i wyłącznie na ogródek przydomowy, wynika że ogrodzenie (a przecież chodzi o uliczkę niewidoczną od ul. Sienkiewicza czy Kolegialnej, wyróżniającą się roślinnością) powinno być dostosowane do wytycznych Referatu Rewitalizacji i Estetyzacji Miasta z płockiego Ratusza. Wymiana ogrodzenia miała odbyć się na koszt lokatorów. Z kolei dzierżawa terenu była możliwa wyłącznie na rok i pod warunkiem utrzymywania porządku, czystości, bez wprowadzania nowych nasadzeń i utwardzania terenu w obrębie ogródka, a do wygrodzenia należało stosować niskie, przezierne płotki bądź wprowadzać naturalne przegrody ukształtowane z roślinności. Tak wynika z pisma z Urzędu Miasta Płocka. Tyle że niskie ogrodzenie dla wielu osób były jak zaproszenie do ich ogródka niepożądanych osób, stąd mieszkańcy nie byli skorzy, aby przystać na zaproponowane rozwiązanie.

W marcu tego roku mieszkańcy zostali poproszeni o uprzątnięcie ogródków. Niektórzy nie widzieli już nawet sensu w koszeniu trawy, skoro lada moment ktoś to wszystko zniszczy. Nie brakuje pytań o cel, a właściwie bezcelowość podjętych działań, skoro nikt już nie będzie płacił za zajmowany teren. Dziwi ich także tłumaczenie o poszerzeniu ulicy dla osób przyjeżdżających z dziećmi do przedszkola. – Słyszę, że zrobią teren zielony, żebyśmy mieli po nim spacerować. Jaki w tym sens? Komuś nagle zaczęły przeszkadzać te nasze ogródki, w których bawiły się jeszcze nasze dzieci. Ten ogródek był taką wartością dodaną do mieszkania w tej okolicy, moim kawałkiem przestrzeni, o który dbałam ja czy moi sąsiedzi – wspomina lokatorka z kamienicy przy ul. Sienkiewicza. – Niedawno od jednej pani usłyszałam, że "te rośliny to mogę sobie zabrać".

Wskazuje na 70-letni bukszpan, kosodrzewinę, lawendę... – Po co to wszystko niszczą? Aż serce boli – przyznaje nasza rozmówczyni. – Jakby lokatorzy nie mieli kompletnie nic do powiedzenia. Nie będą mieli dochodu z naszych opłat. To nie żadna ekonomia, przecież nadal mogliśmy płacić, tylko najwyraźniej czyjś kaprys! Te tarasy nie były żadną samowolką budowlaną. Od początku mieliśmy wyjście na taras, były trzyrzędowe okna. W tej sytuacji to już lepiej, aby ktoś je zmniejszył, częściowo zamurował – podsumowuje płocczanka.

Po co to wszystko?

– Ulica Stommy będzie przebudowana. Stanie się ciągiem pieszo-jezdnym, wykonanym z kostki polbrukowej. Nie będzie więc wydzielonej jezdni i chodników. Nowe będzie oświetlenie – wyjaśnia Hubert Woźniak z Referat Informacji Miejskiej w płockim Ratuszu. – Przy okazji przebudowane zostanie ogrodzenie przedszkola i powstanie tam parking na 10 samochodów. Będzie to jednak parking wewnętrzny placówki, tylko dla pracowników. Dodam, że dziś nie mają oni tam parkingu  w ogóle.

Ratusz: Nie możemy tolerować chaosu przestrzennego

Zapytaliśmy, czy nie można było znaleźć jakiegoś polubownego rozwiązania, może trochę zmniejszyć ogródki, ale nie likwidować na rzecz trawnika. Dowiadujemy się w odpowiedzi: – Ogródki – to w wielu wypadkach lekkie nadużycie tego pojęcia. W kilku co najmniej przypadkach te "ogródki" były wykorzystywane do garażowania samochodów. Podejście do estetyki w mieście w ciągu ostatnich lat radykalnie się zmieniło i to jeden z efektów tej zmiany. Skoro od podmiotów zewnętrznych wymagamy, aby respektowały nasze ustalenia co do estetyki, to nie możemy jednocześnie na swoich gruntach – a są to grunty miejskie – tolerować chaosu przestrzennego.

Można się zastanowić czy nie ma w Płocku miejsc, gdzie ten wspomniany "chaos przestrzenny" jest o wiele bardziej zauważalny niż na tej uliczce... Nie przeszkadza np. szpetna siatka, gdzie powinna być trawa, przy tych samych blokach od strony ul. Sienkiewicza. Woźniak zastrzega, że mieszkańcy płacili za bezumowne korzystanie z nieruchomości, a nie za dzierżawę. – A to różnica. Mieli propozycję zawarcia umowy dzierżawy. Ale aby zawrzeć umowę dzierżawy musieliby dostosować wygląd ogródków do postawionych im wymagań estetycznych. Nie ma żadnego powodu, aby byli oni jedyną grupą, która do tych wymagań nie musi się stosować.

Pytamy dalej, czy ktokolwiek w Ratuszu wziął pod uwagę głos mieszkańców, rozmawiał z nimi? Czy naprawdę doszliśmy do sytuacji, że mieszkańcy muszą ratować rośliny przed działaniami UMP, których sensu nie rozumieją, bo właśnie na to zwracają uwagę lokatorzy. Żalili się, że brakuje dialogu. Hubert Woźniak odpowiada krótko: – Mieszkańcy znali stanowisko UMP.

Co w takim razie z zielenią, roślinami, które ratują? Pytamy ile dokładnie roślin zostanie zachowane, a ile usunięte bądź przesadzone. Stanowisko, które do nas wpłynęło z Ratusza: – Mieszkańcy byli uprzedzeni o tym, że teren będzie zagospodarowywany i proszeni o zabranie tej roślinności, a szczególnie roślinności niebędącej drzewami lub krzewami, na której im zależy. Nie widzimy przeszkód, aby część roślin, która teraz musi być usunięta, wróciła w to samo lub inne miejsce po zakończeniu prac i po uzgodnieniu z administracją.

Lokatorzy z bloków wskazywali na zdemontowane mienie, które było ich własnością, na zniszczone rośliny, które zasadzili za własne pieniądze. Według Huberta Woźniaka mieszkańcy "mogli sobie zabrać co do nich należało i po to byli informowani". 

– Jeśli zostały tam naniesienia to zostały pozostawione ze świadomością, że będą usunięte. Ale tak naprawdę to gmina mogłaby żądać zwrotu kosztów uprzątnięcia terenu wobec osób, które działały samowolnie.

Co z zabezpieczeniem wejść do mieszkań od strony ul. Stommy? To również koszty do poniesienia przez lokatorów? Okazuje się, że Ratusz planuje montaż barierek - tzw. balustrad francuskich. – Stanie się to na koszt gminy.

Tak to wyglądało w środę wieczorem: link do fotogalerii.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (53)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.