Reklama

Reklama

Jubilacie, nie liczy się czas, tylko talent

Opublikowano: ndz, 12 cze 2016 19:18
Autor:

Jubilacie, nie liczy się czas, tylko talent - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Najpierw Henryk Błażejczyk zaginął, później jubilat wylądował na rękach u fotografa Marka Konarskiego. Swojego „pierwszego” męża w trakcie benefisu wspominała Emilia Krakowska, Anna Seniuk zaliczyła siebie i jego do nielicznych „dinozaurów, którym chce się jeszcze” pracować na scenie, Andrzej Rosiewicz wręczył mu czerwoną muchę. Były życzenia kolejnego, zacnego jubileuszu.

Reklama

Najpierw Henryk Błażejczyk zaginął, później jubilat wylądował na rękach u fotografa Marka Konarskiego. Swojego „pierwszego” męża w trakcie benefisu wspominała Emilia Krakowska, Anna Seniuk zaliczyła siebie i jego do nielicznych „dinozaurów, którym chce się jeszcze” pracować na scenie, Andrzej Rosiewicz wręczył mu czerwoną muchę. Były życzenia kolejnego, zacnego jubileuszu.

Sobotni, trwający cztery godziny, benefis 55-lecia pracy artystycznej aktora płockiego teatru Henryka Błażejczyka zaczął się od poszukiwań. W holu już stało pełno gości, tymczasem jubilata nie było. - Jak ktoś go znajdzie, to dostanie dodatkową lampkę szampana – obiecywał dyrektor tej instytucji, Marek Mokrowiecki, stojąc na tle zdjęć autorstwa Marka Konarskiego. Zgodnie z planem galę miało poprzedzić otwarcie wystawy. Na całą ekspozycję pt. „Aktor” składa się 55 fotografii przedstawiających Henryka Błażejczyka w różnych okresach pracy artystycznej. - Tylko zły fotograf sam opowiada o swoich zdjęciach – żartował Konarski. W międzyczasie znalazł się także jubilat. Razem z Konarskim, jako dwaj bohaterowie wydarzenia, zostali związani wstęgą przez Martę Lichowską, współautorkę scenografii wykorzystanej w benefisie. Po oswobodzeniu fotograf, ku uciesze gości, uniósł aktora na rękach.

Benefis rozpoczął się przypomnieniem monologu „Jeremiasza” ze sztuki autorstwa Karola Wojtyły, którą płocki teatr przypomniał na początku lat 90. przy okazji wizyty Jana Pawła II w Płocku. Mokrowiecki chciał opowiedzieć anegdotę. - Nie krępuj się, wal wszystko – śmiał się Błażejczyk, który siedział na czerwonym tronie na tle własnych zdjęć, jak przystało na najważniejszą postać wieczoru. - W trakcie premiery Henryk leżał krzyżem na podłodze. Nie przewidzieliśmy, że ks. biskup Zygmunt Kamiński będzie chciał wygłosić przemówienie, które trwało co najmniej kwadrans. Mdlałem ze strachu, czy Henryk powstanie. Jak widać powstał i nawet tekst pamięta.

Prowadzenia gali podjął się Cezary Szczygielski, który co się pojawiał, to serwował kolejne dowcipy. Zaprosił do obejrzenia zabawnego skeczu w wykonaniu Mokrowieckiego i aktorki Grażyny Zielińskiej pt. „Adeptka”. Dyrektor płockiego teatru rzadko decyduje się na występowanie na scenie jako aktor, no ale tym razem przyszło mu zagrać... samego siebie. Zielińska przekonywała go z pomocą różnych sztuczek, aby ją zatrudnił. - Ależ pani gotowa jest spalić teatr – wzbraniał się przed angażem kobiety. Ona jednak tak go zagadała, tak przekręciła sytuację przy próbie „Romea i Julii”, że to dyrektor usłyszał: - Muszę panu szczerze powiedzieć, pan do tragedii się nie nadaje – czym wzbudzili jeszcze większą wesołość na sali.

Zaraz po nich wystąpiła przy akompaniamencie Krzysztofa Kozłowskiego parodystka Krystyna Jędrzejecka, śpiewając partie wokalne za Hankę Ordonównę, Igę Cembrzyńską, Joannę Rawik, Irenę Santor, Annę German i Barbarę Krafftównę. Każdy fragment dotyczył kobiet, którymi potrafią rządzić rozmaite emocje. Głos miała niesamowity, młodsze wokalistki mogłyby jej go tylko pozazdrościć. Aż tu nagle widzowie usłyszeli inny, dobrze znany głos. - Radzimy oklaskiwać często, ale w sensownym momentach – przemówił znany spiker, Ksawery Jasieński, prywatnie znajomy Henryka Błażejczyka. - Przybliżasz mi Henryku ten wesoły świat, kiedy obaj byliśmy młodsi – mówił jeszcze na krótkim filmie.

Pogawędkę na czerwonej kanapie urządził sobie jubilat z prezesem Radia dla Ciebie, Tadeuszem Daszkiewiczem. Wspominali Teatr Polskiego Radia z lat 50., który współtworzył m. in. właśnie Błażejczyk. - Kiedy zaczynano transmisję, ulice się wyludniały – wspominał Daszkiewicz. - Tęsknię do tamtych czasów. Witold Hulewicz nazwał radiowe przedstawienia „teatrem wyobraźni”. Teraz mamy kłopoty z uzyskaniem starych arcydzieł z radiowej fonoteki. Taniej jest nagrać na nowo za współczesne stawki dla aktorów niż odtworzyć archiwalne nagrania, czego sam do końca nie rozumiem. Niby dlaczego miałyby być skazane na zapomnienie? - nie pojmował. Dalej na scenie rządził Stan Tutaj, urządzając sobie żarty z polityków, wokalistów, nawet z zeszłorocznej Eurowizji.

Na benefis dojechał do Płocka aktor Andrzej Fedorowicz. - Na jedno miejsce w szkole teatralnej przypadało 20 kandydatów – wspominał. - Patrzę, a tu na stołek, żeby ogłosić wyniki egzaminów, wskakuje wysoki, szczupły, przystojny blondyn. To był Henryk.

Swoimi opowieściami, chociaż niestety tylko z nagrania, podzieliła się również z gośćmi Emilia Krakowska. Te także dotyczyły szkoły teatralnej. - Pamiętam, jak wpuszczał nas na egzamin student trzeciego roku. Był przystojny, kochany i niezwykle serdeczny. Wiedział, jak nas uspokoić. Później podzieliłam się z tobą moim postanowieniem, że nie śpieszno mi do małżeństwa. A może nawet wcale nie wyjdę za mąż. Ty słuchałeś. Kiedy przyjechałeś do mnie do Poznania, znów ci powiedziałam, że małżeństwo jest bez sensu. I co zrobiłeś? Poszedłeś do sklepu i kupiłeś dla nas dwie obrączki. Poleciłeś, żebym odtąd sobie wyobrażała, że to ty jesteś moim pierwszym mężem. Nauka nie poszła w las. Później miałam jeszcze czterech mężów, bo okazało się, że małżeństwo wcale nie jest takie straszne, jak sądziłam. Dziękuję, że się mną opiekowałeś, że nigdy nie byłeś nadęty i pokazałeś mi początki polskiej telewizji. Za wspaniałe poczucie humoru. Kochasz teatr i ludzi związanych z teatrem. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, na pożegnanie dodałeś „całuję cię w twoją lewą pierś”. Od razu poczułam się, jak twoja pierwsza żona – dokończyła. - Tak to wygląda, jak się wpuści kobietę przed kamerę – skomentował nagranie Błażejczyk.

Na scenę poproszono znaną z przedstawienia „Klimakterium” Elżbietę Jodłowską. Żartowała ze starości. - Człowiek wciąż jest młody, tylko inaczej. Nawet jak ma Alzheimera, to trzeba dostrzec plusy. Codziennie poznaje się nowych ludzi – dowcipkowała. Pięknie zaśpiewała Danuta Błażejczyk. Andrzej Rosiewicz przedstawił się jako „pułkownik moherowych beretów”. Błażejczykowi przekazał swoją czerwoną, połyskującą muchę. Z kolejnego nagrania aktora pozdrawiała Anna Seniuk. - Pierwszy raz spotkaliśmy się w krakowskim Teatrze Starym, kiedy graliśmy w „Mizantropie” i „Pastorałce”. Byłeś urodziwym amantem. Życzę ci czułości do świata i ludzi, abyś wciąż współpracował z teatrem, radiem i telewizją. Niewiele zostało takich dinozaurów, jak my. Żeby nam się jeszcze chciało, żyj nam 100 lat! - zaintonowała, a w ślad za nią cała sala. Nadszedł czas na odczytanie listów gratulacyjnych od pierwszej damy Agaty Kornhauser-Dudy, marszałka województwa Adama Struzika, starosty Mariusza Bieńka, jeden nadesłano z Lwowa. W tym od Związku Artystów Scen Polskich za Granicą przypomniano, że u aktora nie liczy się czas, tylko talent. Błażejczykowi wręczył podarek prezes Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru, Jarosław Wanecki.

Wielka szkoda, że na sali zabrakło przedstawiciela miasta, który mógłby osobiście pogratulować aktorowi dorobku. Nie dojechał prezes ZASP, Olgierd Łukaszewicz. Wiceprezes Piotr Bogusław Jędrzejczak tłumaczył nieobecność prezesa uczestnictwem w uroczystościach z okazji 200-lecia Uniwersytetu Warszawskiego. - Kiedy pan będzie obchodził podobny jubileusz, zapewne przybędzie – mówił do jubilata. - Wydawało mi się, że dla prezesa ZASP ważniejszy powinien być teatr – odparł Błażejczyk.

Na szczęście później zrobiło się znów weselej. Jubilat pokazał, że wciąż jest w świetnej formie i niech tak będzie nadal jak najdłużej. W tym wyjątkowym wieczorze towarzyszyli mu podopieczni DPS-u „Nad Jarem” w Nowym Miszewie (jeden z nich nawet przygotował wiersz) i liczna rodzina. Na zakończenie obdarowano go prezentami. Zwłaszcza te w koszu, szklane i z nakrętkami, okazały się mile widziane. Zagrała orkiestra. Ogłoszono, że płocki teatr zgłosił Henryka Błażejczyka do programu „Mistrz Mowy Polskiej”.

Zobaczcie zdjęcia:

Fot. Tomasz Miecznik/Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.