Reklama

Reklama

Jestem komiksowym misjonarzem

Opublikowano: pt, 11 lip 2014 12:38
Autor:

Jestem komiksowym misjonarzem - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Wczoraj w NovymKinie Przedwiośnie zagościły komiksy zarówno w wersji materialnej, w postaci gotowych już egzemplarzy do kupienia autorstwa Szawła Płóciennika, jak i na dużym ekranie. Mateusz Szlachtycz, którego gościmy w Płocku przy okazji Reggealandu, pokazał swój film „W ostatniej chwili. O komiksie w PRL-u”.

Reklama

Wczoraj w NovymKinie Przedwiośnie zagościły komiksy zarówno w wersji materialnej, w postaci gotowych już egzemplarzy do kupienia autorstwa Szawła Płóciennika, jak i na dużym ekranie. Mateusz Szlachtycz, którego gościmy w Płocku przy okazji Reggealandu, pokazał swój film „W ostatniej chwili. O komiksie w PRL-u”.

 

Skąd taki tytuł? – To był ostatni moment, by zarejestrować tych wszystkich ludzi, którzy tworzyli historię polskiego komiksu – opowiadał już po seansie Szlachtycz. – Jestem takim komiksowym misjonarzem, siłaczką w spodniach – zażartował.

Jego 55 minutowy film faktycznie przedstawia szerokie spektrum osobowości, od Papcia Chmiela (twórcy kultowych przygód Tytusa, Romka i Atomka), po Grzegorza Rosińskiego (m. in. „Kapitan Żbik” i „Thorgal”). – Tadeusz Baranowski (znany m. in. z „Orient Men’a” i „Antresolki Profesorka Nerwosolka”), potrafi inspirować, ale nie wszyscy autorzy chcieli się uzewnętrzniać – opowiadał o realizacji dokumentu.

– Rosiński na przykład mieszka w Szwajcarii w willi, a Barańskiemu zagraniczna kariera rozpadła się i musiał wracać do Polski - kontynuował. - Szarlota Pawel (autorka serii komiksów o Kleksie, Jonce i Jonku) jest po wylewie. Ma połowę ciała sparaliżowaną. Długo musieliśmy ją charakteryzować. A przecież oni wszyscy tworzyli polską kulturę, a nie getto popkulturowe. W jakimś sensie dotykamy tu dramatu tych niektórych ludzi. Jak im wszystkim potoczyło się dalsze życie.

Metrażówkę, którą przywiózł do Płocka, jak sam przyznaje, robił w partyzanckich warunkach. – Zdaję sobie sprawę, że to zbyt mała rama czasowa. Wielu autorów zwyczajnie zabrakło. Chociażby Andrzeja Mleczki czy Edwarda Lutczyna. Występuje tylko jeden przedstawiciel cenzury. Reszta już nie żyje, bo nie żałowali sobie wódeczki i papierosów – stwierdził filmowiec. – Żałuję, że podpułkownika Władysława Krupki (twórcy postaci milicjanta kapitana Żbika) nie doprowadziłem przed kamerę. No faktycznie, on mi zrejterował.

Przypomnijmy, że Krupka w tym czasie pełnił funkcję naczelnika wydziału Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej. Był odpowiedzialny za współpracę z literatami, dziennikarzami i filmowcami. Do opracowania dostał zadanie, przybliżyć młodzieży pracę milicji. W taki sposób narodziła się postać milicjanta kapitana Żbika. 

Z tą cenzurą to było z resztą całkiem ciekawie. – Talibowie tam nie pracowali – dowcipkował Grzegorz Rosiński w filmie. – Błędy ortograficzne sprawdzali. Można się było z nimi przekomarzać nawet o czapkę dla kapitana Żbika. Trzeba było jakoś przypodobać się milicji. Tyle, że oskarżono go o pedalstwo, ponieważ miał …. za długie baczki.

Jeśli w początkowych latach 70. autorzy komiksu musieli walczyć z wpychanymi im na siłę tematami (a przecież komiks to wyobraźnia, a nie perswazja, jak zaznacza wyraźnie Bogusław Polch w dokumencie), a ich twórczość uchodziła za przejaw „zgniłego Zachodu”, to z czasem zrobił się z tego całkiem intratny interes. Starczało akurat na zakup używanego Fiata 125p na giełdzie. Bywało też, że papier znikał. Nie dało się kupić pędzli i ołówków bez legitymacji partyjnej.

Jak się okazuje komiks w Polsce nadal funkcjonuje, chociaż z niewielkim nakładem. – Klasyków wciąż wydaje jedno wydawnictwo – przyznaje Szlachtycz. – Ale na co dzień kręci się wokół tych ludzi dżungla cwaniaków, by za ułamek rzeczywistej wartości wydobyć oryginalne plansze starych komiksów. Ich obecny nakład to zaledwie dwa, może trzy tysiące, choć jakość nieporównywalna do tego, co było w latach 70. i 80., kiedy przedrukowywano je w piśmie „Relax” i w „Świecie Młodych”, później w „Fantastyce”.

Szlachtycz planuje drugą część filmu. Tym razem zamierza opowiedzieć o współczesnej fali komiksu. – Ten jest trochę przeładowany – ocenił reżyser. – Zupełnie jakby dziesięć osób ktoś próbował upchnąć do Małego Fiata. Ale z drugiej strony tego filmu wcale mogłoby nie być - przyznaje.

Przed kinowym ekranem stanął również Sławomir Gołaszewski w towarzystwie Szawła Płóciennika. – To Sławek wprowadził innowacyjną metodę leczenia pacjentów muzyką dub – odniósł się rysownik do swojego komiksu „Moja terapia”. – Teraz każdy woli brać tabletkę – odparł natychmiast filozof muzyki reggae, Gołaszewski. – Ale wtedy nie było nikogo stać na te tabletki. Chodziło o eksperyment. Od razu dało się rozpoznać osobowość paranoidalną. Leczyłem tak nawet jednego milicjanta po załamaniu nerwowym.

A co z Pinkim, bohaterem drugiego komiksu, którego pierwowzorem był Krzysztof Brandt? – Przez blisko dekadę był kloszardem we francuskiej stolicy – kontynuuje Płóciennik. – Być w Paryżu i nie spać pod mostem? Pinki doszedł do wniosku, że to po prostu nie wypada. Kiedy się budził, musiał mieć jakiś ładny widok. To był priorytet. Innym razem znajoma podrzuciła mu na chwilę córkę do opieki, a nie było jej przez kilka lat. Przez ten czas on traktował dziewczynkę jak własną, choć przybraną, córkę.

Panowie poznali się w Warszawie pod klubem Plan B. – Zaproponowałem tytułowemu Pinkiemu nagranie naszych rozmów na dyktafon, ponieważ zaintrygowała mnie jego przeszłość we Francji – tłumaczy. – Co było dalej? Kolejne pomysły. W komiksie pojawia się nawet Chrystus. Pinki wozi go na rowerze.

Pawła "Szawła" Płóciennika oraz Sławomira Gołaszewskiego możecie poznać jeszcze dziś, podobnie jak obejrzeć dokument „W ostatniej chwili. O komiksie w PRL-u” w NovymKinie Przedwiośnie. Darmowy seans rozpoczyna się o godzinie 15.00. Zobaczycie też jeden klip muzyczny i podyskutujecie sobie o komiksach z ludźmi, dla których są one nie tyle pasją, co też sposobem na życie.

Będzie także jeden konkurs dla uważnych widzów. Do wygrania egzemplarz Pinkiego ufundowany przez Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki. Komu się nie poszczęści, może zakupić sobie własny po okazyjnej cenie.


Fot. Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (1)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.