Reklama

Reklama

Dyrektor: Janosikowe zarżnęło teatr

Opublikowano: 2 września 2014 14:24
Autor:

Dyrektor: Janosikowe zarżnęło teatr - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Dyrektor płockiego teatru Marek Mokrowiecki nie przebierał dzisiaj w słowach podczas krótkiego spotkania na temat nachodzącego sezonu teatralnego. – Janosikowe zarżnęło teatr – przyznał szczerze. – Ale wszystko się toczy, bo teatr można robić nawet w stodole – zapewniał na koniec.

Reklama

Dyrektor płockiego teatru Marek Mokrowiecki nie przebierał dzisiaj w słowach podczas krótkiego spotkania na temat nachodzącego sezonu teatralnego. – Janosikowe zarżnęło teatr – przyznał szczerze. – Ale wszystko się toczy, bo teatr można robić nawet w stodole – zapewniał na koniec.

Wydawać by się mogło, że w wakacje teatr całkowicie zamiera, ale w tym roku do okolicznych wsi i miasteczek wyruszył wóz kołowy, do którego wsiedli aktorzy. – Miałem problem znaleźć te wszystkie miejsca nawet z pomocą GPS – śmiał się dzisiaj Mokrowiecki, ale nie obyło się bez gorzkich słów w kontekście wydatków na kulturę. – Z jednej strony wydaje się kilkanaście tysięcy złotych na imprezy masowe z jakąś sieczką estradową, a na tego typu działalność brakuje. Ukłon dla wójta Iłowa, że udało mu się wysupłać w budżecie trochę grosza – dodał zarazem. - W Radzanowie na wędrowne przedstawienie przyszło ponad sto osób, pomimo, że wóz stanął na placu poza obrębem centrum – przypomniał Leszek Skierski. kierownik działu promocji i marketingu Teatru. - Później wszyscy wspólnie bawili się przy ognisku.

Na jakie szaleństwa stać płocki teatr? Wiele osób od dawna stawia sobie identyczne pytanie. I tu zaczyna robić się krucho, żeby nie powiedzieć, skąpo. – Szaleństwem jest każda premiera – przyznał wieloletni dyrektor teatru. – Ja w tym roku będę szalał bez pieniędzy – i można uznać, że to jedno zdanie powtarzało się niczym refren nie do zdarcia podczas całego spotkania. Zwłaszcza w odniesieniu do konsekwencji janosikowego, które według Mokrowieckiego zarżnęło teatr, blokując premierowe przedstawienia.

– Nie dopuszczę ponownie do takiej sytuacji, jak miała miejsce w poprzednim sezonie, choć janosikowe niestety wciąż działa – zapewniał. – Koszt premiery to co najmniej 100 tys. zł. W takich chwilach zawsze przypominam sobie powiedzenie, że krawiec tak kraje, jak mu materiału staje – czyli poruszamy się w dalszym ciągu wśród bardzo wąskich możliwości.

Z brutalną rzeczywistością ekonomiczną zderzył się ostatnio Sebastian Ryś, który zamierzał wystawić monodram „Zupa rybna w Odessie”. Ostatecznie sztukę zobaczymy 16 września podczas Płockich Dni Żydowskich, ale nie w teatrze, tylko w Muzeum Żydów Mazowieckich, jako efekt współpracy z Płockim Ośrodkiem Kultury i Sztuki.

- To na mnie ciąży jednoosobowa odpowiedzialność za teatr - zaznaczał Marek Mokrowiecki. - Pomimo że to marszałek rozdziela fundusze na kulturę. Ale pieniądze później przechodzą przez moje ręce.

Wygląda na to, że nieprędko doczekamy się także nowych twarzy w kolejnych sztukach z sezonu 2014/2015. - W tym momencie nie stać mnie na zatrudnienie kolejnego aktora – rozkłada ręce dyrektor, aktor i reżyser w jednym. - Co najwyżej pojawią się gościnnie absolwenci Akademii Teatralnej z Warszawy. A nie każdy aktor chciałby grać na prowincji – pozwolił sobie na sporą dozę szczerości. – Młodemu aktorowi marzy się kariera w telewizji, nie chce się wiązać na etacie.

Ale co z repertuarem? – Na początku sezonu przedstawiam zespołowi dwie propozycje repertuarowe, nad resztą będę myślał – stwierdził Mokrowiecki. Jako pierwszy pojawi się wyreżyserowany przez niego monodram Zbigniewa Cieślara „Dzisiaj ani Hamleta…” autorstwa Rainera Lewandowskiego, który doczekał się już przeszło stu realizacji. Będzie to sztuka z minimalistyczną ilością środków, choć pojawią się nieodzowne dla historii Hamleta rekwizyty, jak szpada czy czaszka. – Zaczyna się od odwołanego przedstawienia, kiedy kurtyniarz  nawiązuje dialog z publicznością. To monolog człowieka, którego w życiu prześladował pech.

Zbigniew Cieślar właśnie świętuje 40-lecie pracy artystycznej, ale jak dotąd jeszcze nie zdarzyło mu się brać się za bary z monodramem. Z historią Hamleta już parokrotnie mierzył się na scenie, więc spokojnie czeka  do dnia płockiej prapremiery. Ta odbędzie się już w najbliższy piątek, 5 września o godzinie 19.00 na scenie kameralnej. 

Kolejna premiera przypada na 14 września, tym razem zostanie wystawiona „Złota kaczka” w reżyserii Jana Polaka. Później na coś nowego trzeba będzie poczekać do listopada, choć wciąż nie wiadomo, co takiego nam zaserwuje lokalna trupa aktorska. Pewny jest natomiast występ Stefana Friedmanna w okolicach sylwestra w sztuce, którą on sam wyreżyseruje. Wśród pozostałych planów znalazło się kolejne przedsięwzięcie w rodzaju Okrągłego Stołu oraz ściągnięcie młodych aktorów z Akademii Teatralnej, aby na płockiej scenie robili swoje dyplomy.

Dyrektorowi marzy się również zorganizowanie czegoś, co roborczo nazywa hamletiadą, czyli wystawienie przedstawień z rozmaitymi interpretacjami słynnej historii Szekspira w połączeniu z jakimś sympozjum. Oprócz tego w okolicach wiosny ponownie wyruszy teatr na wozie.

W dzisiejszym spotkaniu uczestniczyła również wiceprezeska Mazowieckiego Stowarzyszenia Pracy dla Niepełnosprawnych „De Facto”, Renata Nych. Teatr rozszerza współpracę ze stowarzyszeniem z okazji zbliżającego się IV Festiwalu Kultury i Sztuki (dla Osób Niewidomych), udostępniając budynek. Pod koniec września zostanie wystawiony spektakl „Weekend z kochankiem” (27 września, godzina 19.00) w reżyserii Stefana Friedmanna z autodeskrypcją, przystosowując go do potrzeb osób niewidomych i głuchych (poprzez dialogi na słuchawkach lub napisy). – W ich przypadku trzeba zadbać o całą logistykę, zachęcić do wyjścia z domu – tłumaczyła Nych. – Usunąć bariery, o których my na co dzień kompletnie nie myślimy. Po prostu wychodzimy z domu i kupujemy bilet. Tymczasem trzeba obudzić w nich potrzebę korzystania z kultury. Szczególnie dotyczy to mieszkańców z mniejszych ośrodków, z ograniczonym do niej dostępem.

Przypomniała także, że nie jest to bynajmniej pierwsza tego typu inicjatywa. Powstał już spektakl „Ślepcy”, w których zagrało 20 niewidomych. Później była „Manufaktura obrazu”, świetnie przyjęta w Darmstadt podczas gościnnego występu. Przedstawienie powstało na podstawie opowieści osób niewidomych. Za reżyserię obu sztuk odpowiadał Mariusz Pogonowski. – W tym roku planujemy nakręcenie teledysku do piosenki „Happy”. Pokażemy w nim Płock jako miasto przyjazne osobom niepełnosprawnym.

Sam Mokrowiecki jest przeświadczony, że teatr przetrwa, o czym świadczą kolejne inicjatywy (na przykład 12 września w ramach Roku Wolności zaplanowano spektakl „Rycerze” na starówce) – Teatr nie umrze, spokojnie. Wieszczono tak przy pojawieniu się kaset video, później w latach 90. przy zalewie nowych kanałów telewizyjnych. To samo twierdzono, kiedy wszyscy zasiedli do laptopów, aby serfować w sieci. Kiedy chciałem iść do kina na film „Władcę Pierścieni”, nie miałem za bardzo z kim, ponieważ wcześniej każdy kto chciał, obejrzał go sobie w Internecie – pozwolił sobie na małą anegdotkę. – Ale teatr zmienia się i do tego trzeba się przystosować – skonstatował.

Dziś ruszyła nowa odsłona strony internetowej płockiego teatru, dostosowana do urządzeń mobilnych.

Fot. Portal Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (7)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.