Reklama

Reklama

Badają płockie powietrze na Podolszycach

Opublikowano: 31 marca 2016 19:44
Autor:

Badają płockie powietrze na Podolszycach - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Od trzech miesięcy płockie powietrze monitoruje mobilna stacja pomiarowa ustawiona na Podolszycach Północ. Chodziło o to, by to, czym oddychamy, badało urządzenie niezależna od Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i od Orlenu, którym płoccy radni i mieszkańcy nie do końca wierzą. Jakie są wnioski po trzech miesiącach pomiarów?

Reklama

Od trzech miesięcy płockie powietrze monitoruje mobilna stacja pomiarowa ustawiona na Podolszycach Północ. Chodziło o to, by to, czym oddychamy, badało urządzenie niezależna od Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i od Orlenu, którym płoccy radni i mieszkańcy nie do końca wierzą. Jakie są wnioski po trzech miesiącach pomiarów?

To bez wątpienia efekt nietypowej sytuacji, z którą od kilku lat mamy do czynienia w Płocku - znaczna część płocczan, a wraz z nimi również radni na czele z przewodniczącym Arturem Jaroszewskim, nie wierzy raportom WIOŚ na temat stanu płockiego powietrza, zestawiając uspokajające przemowy jego przedstawicieli z tym, co na co dzień czują oraz z tym, co wynika ze statystyk zachorowalności i umieralności na raka płuc. A te są porażające - ministerstwo zdrowia w swoim projekcie map potrzeb zdrowotnych dla Mazowsza podaje wprost, że „nowotwory złośliwe ogółem najbardziej zagrażają życiu mieszkańców powiatu miasta Płock, gdzie poziom umieralności jest o 16,1% wyższy niż przeciętny dla całego kraju”. 

Płocczanie bez wahania wskazują na winowajcę

Mieszkańcy Płocka nie wierzą raportom mówiącym o tym, że winę za zanieczyszczenia ponosi jedynie opalanie byle czym gospodarstw domowych i ruch komunikacyjny, a dymiące kominy rafinerii  nie mają wpływu na nasze środowisko i zdrowie. Dlatego od miesięcy pojawiają się głosy mówiące o konieczności wykonania niezależnych od WIOŚ i Orlenu badań powietrza.

Ale plany zakupu własnej stacji pomiarowej spaliły na panewce - takie urządzenie kosztuje ok. 500-800 tys. zł plus program do przetwarzania danych kolejne ok. 45 tys. zł, potrzeba też wykwalifikowanej kadry. Nic nie wyszło też z planów zakupu czterech tablic przedstawiających stan zanieczyszczenia powietrza w Płocku - projekt zdobył zbyt małą liczbę głosów w trzeciej edycji Budżetu Obywatelskiego.

Mobilna stacja najpierw na Podolszycach, potem w centrum

Mobilną stację udało się jednak załatwić. Otóż jak dowiedzieliśmy się w Ratuszu, nietypową sytuacją w Płocku związaną z odrzucaniem przez radnych raportu WIOŚ zainteresował się Główny Inspektor Ochrony Środowiska. Miasto przystało na jego propozycję GIOŚ (tym bardziej, że nie płaci za pomiary) i od końca listopada ub. roku mobilna stacja monitoringu powietrza za pomocą trzech analizatorów dokonuje pomiarów pod kątem stężenia pyłu zawieszonego PM10, dwutlenku siarki oraz benzenu. Jak w odpowiedzi na pytanie posła z naszego okręgu Marka Opioły (PiS), który interesował się stacją, odpisał wiceminister środowiska, Sławomir Mazurek, badanie będzie prowadzone przez rok. Przez pierwsze półrocze urządzenie na przyczepce na kółkach będzie działało na terenie Gimnazjum nr 8 na Podolszycach, a od czerwca - przy stadionie miejskim przy ul. Sportowej.

- Lokalizacje zostały ustalone  podczas rekonesansu, w którym uczestniczyli eksperci z Krajowego Laboratorium Referencyjnego i Wzorcującego - mówi Maja Syska-Żelechowska, dyrektorka Wydziału Kształtowania Środowiska w płockim Ratuszu. 

Chodziło o to, aby było to miejsce niezasłonięte np. przez ścianę lasu, z dostępem do prądu, a jednocześnie, znajdujące się na zamkniętym, miejskim terenie. Dodatkowym plusem jest też to, że do tej pory nie badano powietrza na Podolszycach. Z kolei pomiary ze stadionu przy Sportowej pozwolą porównać wyniki z pobliskich stacji pomiarowych m.in. na Reja, a jednocześnie będą dokonywane w centrum miasta, gdzie ruch komunikacyjny jest największy. 

Są już pierwsze wyniki. Pyły przekroczone 16 razy

Sprawozdania przekazywane są raz na trzy miesiące. Pierwsze już wpłynęło (za grudzień, styczeń i luty, a więc miesiące w sezonie grzewczym). Raport liczy ok. 70 stron pełnych tabelek i liczb.

Co z nich wynika? Jak dowiedzieliśmy się w Krajowym Laboratorium Referencyjnym i Wzorcującym w Krakowie, z trzymiesięcznych zestawień płynie wniosek, że normy nie były przekroczone w przypadku dwutlenku siarki, a jeśli chodzi o benzen badane są przekroczenia normy rocznej, więc niewiele dziś można na ten temat powiedzieć.

Przekroczenia normy 24-godzinnej odnotowano natomiast dla pyłu zawieszonego PM10.  Nie były to ogromne nadwyżki, ale w ciągu badanego okresu zdarzyły się 16 razy. Żeby powietrze w danym mieście można było uznać za zanieczyszczone, normy musza być przekroczone co najmniej 35 razy w ciągu roku. Blisko połowę tej sumy mamy  już więc na koncie.  I to mimo że zima nie była sroga, a i samych Podolszyc w mniejszym stopniu niż centrum miasta dotyka zarówno ogrzewanie domów opałem kiepskiej jakości, jak i wzmożony ruch samochodowy. Czy to oznacza, że nie tylko niska emisja zatruwa płockie powietrze? Trudno powiedzieć - eksperci z Krakowa odpierają, że urządzenie nie jest w stanie wykonać badań wskazujących na źródło zanieczyszczenia, a poza tym pyły z niskiej emisji roznoszą się po całym mieście.

Zanieczyszczenie jest, ale skąd?

Badanie z mobilnej  stacji może więc przekonać nas, że dotychczasowe stacje pomiarowe - automatyczne i manualna pokazują prawidłowe stężenia zanieczyszczeń lub nie, ale nie dadzą nam odpowiedzi na pytanie, co jest źródłem zanieczyszczenia. Oczywiście służby odpowiedzialne za ochronę środowiska mogą i powinny sprawdzać stężenie groźnych dla naszego zdrowia substancji w pobliżu emiterów, również na terenie kombinatu, ale urządzenia, którymi dysponujemy nie dadzą odpowiedzi na pytanie, czy powietrze nad Płockiem zatruwamy sami, paląc w piecach czym się da i smrodząc z rur wydechowych naszych samochodów, czy też winę za trujące powietrze ponosi coś jeszcze.

Jak dowiedzieliśmy się w Krakowie, badania źródeł emisji wprawdzie istnieją, ale są bardzo kosztowne, dlatego trzeba pozyskiwać na nie zewnętrzne fundusze. W projekcie współorganizowanym przez Komisję Europejską, podczas którego badano źródła emisji i poziomy stężeń pyły zawieszonego, w 2005 r. wziął udział właśnie Kraków. Badania wykazały wówczas, że za przekroczone normy w przeważającej mierze odpowiada niska emisja z indywidualnych gospodarstw.

Na zdjęciu: mobilna stacja pomiarowa przy gimnazjum nr 8 na Podolszycach

Czytaj też:  

 

 

 

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (12)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.