Reklama

Reklama

A jakby tak pomalować zdezelowane ławki w różne wzorki?

Opublikowano: 28 października 2016 06:02
Autor:

A jakby tak pomalować zdezelowane ławki w różne wzorki? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce i pomalowali 40 ławek na placu. Niektóre w gwiazdki, inne we wzory. Jest i znak Polski Walczącej, nazwa zespołu Dżem, czarownica na miotle. Każda była inna, kolorowa. Niby niewielka rzecz, a wystarczyła do skumulowania zapału na rzecz tego, co wspólne. To jeden z przykładów, który podawano na kolejnym Kongresie Promocji Mazowsza.

Reklama

Mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce i pomalowali 40 ławek na placu. Niektóre w gwiazdki, inne we wzory. Jest i znak Polski Walczącej, nazwa zespołu Dżem, czarownica na miotle. Każda była inna, kolorowa. Niby niewielka rzecz, a wystarczyła do skumulowania zapału na rzecz tego, co wspólne. To jeden z przykładów, który podawano na kolejnym Kongresie Promocji Mazowsza.

- Chcecie promować miasto? Miasto tworzą jego mieszkańcy, od nich zacznijcie – mówiła w czwartek Alina Czyżewska z inicjatywy obywatelskiej „Ludzie dla Miasta” w Gorzowie Wielkopolskim. W Hotelu Starzyński odbywa się dwudniowy VI Kongres Promocji Mazowsza połączony ze zwiedzaniem naszego miasta. Goszczą u nas urzędnicy i samorządowcy z Łódzkiego, ze Ślaska, Małopolski, Warszawy, także przedstawiciele portalu Onet.pl i Magazynu Miasta. Trwa wymiana doświadczeń, aby lepiej promować taką markę, jaką jest Mazowsze.

Czyżewska mówiła wprost, że kluczem do funkcjonowania jest wzajemny szacunek. - A to słowo za rzadko pojawia się w debacie samorządowej.

Przekonywała, że warto inwestować w oddolne inicjatywy. - Ludzie funkcjonujący w lokalnej wspólnocie żyją dłużej i są po prostu szczęśliwsi. Miasto to nic innego, jak organizm, o który należy dbać i go odpowiednio stymulować. To mój apel do urzędników, zrozumcie jak duże macie możliwości wpływania na to, co jest dobrem wspólnym. Ułatwiajcie, a nie utrudniajcie. W PRL państwa się nie lubiło, podobnie tego, co państwowe. W końcu wspólna przestrzeń zaczęła kończyć się na granicy drzwi i naszej wycieraczki.

Opowiadała, jak stowarzyszenie próbowało zainicjować akcję zadbania o jeden ze skwerów. - Mieszkańcy mieli siać słoneczniki. Wypytywali mnie o pozwolenie. Spodziewali się, że mogą za to dostać mandat, więc ich zapytałam, jak sądzą, do kogo ten skwer należy. Powiedzieli, że do miasta. A czy miasto tworzą wyłącznie urzędnicy? Nie, zarówno oni, jak i prezydent zarządzają w imieniu mieszkańców dobrem wspólnym. Czy mandat ma się należeć za to, że wyręczamy prezydenta? Oczywiście, przed taką akcją trzeba iść do urzędu, sprawdzić, uzgodnić. W ten sposób staraliśmy się zmienić sposób myślenia o mieście.

Dwa lata temu postanowili namówić do przemalowania ławek na Kwadracie. Ogłosili chęć metamorfozy placu Nieznanego Żołnierza na Facebooku, później dostali zaproszenie do urzędu. - Zaczęły się pytania, jak te zdezelowane ławki będą wyglądały. Tłumaczyłam, że w ten sposób próbujemy sprawić, że ci ludzie poczują związek z miastem. Znalazł się chętny, który sprayem wymalował na nich słoneczniki, na innej łabędzia. Od tej ławki wszystko się zaczyna. Ważne, aby ludzie wzięli odpowiedzialność za miasto, w którym żyją. Często słyszę, że nie ma na coś pieniędzy. Wtedy pytam, ile wydano na promocję marki, którą jest dane miasto. Zainwestowano w powstanie opowieści o mieście, ale czy nie lepiej tworzyć bazę, na której te opowieść się buduje? Słyszymy, że luzie wyjeżdżają. Jak się dobrze rozpozna potrzeby mieszkańców, to może zostaną z poczuciem, że to miasto rozwija się dla nich. Obywateli trzeba coraz więcej pytać, organizować konsultacje. Tak związują się z danym miejscem i z innymi ludźmi, tworzy się lokalna przestrzeń debaty publicznej.

Furtka nie da się

Pokazała zdjęcie furtki, na górze hasło „nie da się”. Wyjaśniała genezę. - Przy jednej ze szkół była furtka, później ją zlikwidowano. Zupełnie bezsensowne utrudnienie. Mieszkańcy napisali wniosek do urzędników, aby ją przywrócić. W odpowiedzi czytam, że najpierw trzeba zabezpieczyć środki budżetowe na ten cel. To przecież tylko mała sprawa! Powołują się na bezpieczeństwo dzieci i młodzieży. Bezpieczeństwo to najwyraźniej słowo wytrych, zawsze można się na ten aspekt powołać. Nikt nie kojarzył tam wypadków. Dalej dowiedziałam się, że na boisko zaczną wchodzić osoby postronne z psami, więc odpisałam, że to również mieszkańcy miasta. Zamknięcie wszystkich miejskich przestrzeni nie rozwiąże problemu z niespodziankami na trawie. Banalna sprawa jednej furtki, a słyszę że się nie da.

Apelowała, aby nie kojarzyć uczestnictwa w kulturze wyłącznie z wizytą w nowej filharmonii i założeniem garnituru przed wyjściem do teatru. Według niej zawsze najważniejsi są mieszkańcy kreujący własną przestrzeń, to ułatwianie wystawiania prac rękodzielnikom, organizowanie święta ulicy. Wszystko sprowadza się do jednego pytania, w jakim mieście chciałoby się żyć. - Do tworzenia ciekawego świata potrzeba odwagi. Urzędnicy powinni w tym pomagać.

Festiwaloza

Po niej Michał Zalewski, który jest rzecznikiem prasowym Krakowskiego Biura Festiwalowego i Centrum Kongresowego ICE Kraków, przedstawiał promocyjną maszynerię wdrożoną w stolicy Małopolski. - Do Krakowa przyjeżdża rocznie około 10 mln turystów, samych studentów mamy 250 tys., dziennie wjeżdża do miasta 100 tys. aut. Dla nich wszystkich musimy stworzyć ofertę.

A ta jest w skali makro i mikro, od małych do 12 wielkich wydarzeń, niemal 600 w roku. W końcu im zarzucono „festiwalozę”. - To taka łatka – śmiał się Zalewski. - Co wydarzenie, to zaraz był kolejny festiwal. To raczej nie jest choroba, w przeciwnym razie z roku na rok nie zjawiałoby się tylu uczestników. Staramy się tak projektować wydarzenia, aby było je widać w całym mieście. Do każdego szukamy krajowych partnerów. Dla mniejszych firm, które przychodzą do nas z jakimś pomysłem, podłączenie się pod większą imprezę jest sposobem na wypromowanie własnej marki. Przy jednym festiwalu mieliśmy 140 zaangażowanych podmiotów.

Polecał imprezy związane z gastronomią, organizowanie święta miasta i święta ulic, nawet wspólne sadzenie 2 tys. sadzonek (akcja miała być sposobem na walkę ze smogiem). Przy Wawelu wspólnie pożegnali lato. - Promujemy meble miejskie z roślinami, jako elementy małej architektury. Okazało się, że mieszkańcy spodziewają się mandatu za siedzenie na trawie. Teraz zachęcamy do organizowania pikników w parkach. Występują lokalne zespoły. Wykorzystujcie media społecznościowe do podsycania zainteresowania rożnymi inicjatywami. Zmienia się model uczestnictwa w kulturze. Dawniej, aby ktoś zauważył nasze starania, trzeba było działać zawsze w skali makro, aby przyszło dużo osób. Teraz jest inaczej. Należy pokazać, że to miejskie wydarzenia. Organizowane dla tych, którzy tu żyją, uczą się, pracują. Pamiętajcie, że ambasadorami miasta są jego mieszkańcy.  

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (4)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.