Reklama

Reklama

Maciej Bartoszek: opinia "strażaka" zaczynała mnie już lekko irytować [WYWIAD]

Opublikowano: wt, 21 wrz 2021 16:51
Autor: | Zdjęcie: Tomasz Miecznik

Maciej Bartoszek: opinia "strażaka" zaczynała mnie już lekko irytować [WYWIAD] - Zdjęcie główne

foto Tomasz Miecznik

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Maciej Bartoszek został trenerem Wisły Płock 13 kwietnia i do tej pory poprowadził drużynę w 14 meczach ligowych. Ile czasu potrzebuje trener, żeby wpłynąć na zespół? Dlaczego Wisła gra tak, a nie inaczej? Czy jest fanem przepisu o młodzieżowcu? Rozmowa została przeprowadzona przed meczem z Górnikiem Łęczna.

Reklama

Czy ma pan ze sobą w Płocku nagrodę dla najlepszego trenera sezonu 2016/17? 

Maciej Bartoszek: Nie, nie czuję takiej potrzeby. Statuetka stoi w domu.

Wtedy został pan wybrany najlepszym szkoleniowcem ligi. Trochę czasu minęło od przyznania tej nagrody i do pana powrotu do Ekstraklasy. Zastanawiał się pan dlaczego?

Prawdę mówiąc nie narzekałem na brak ofert. Myślę, że to kwestia wyborów, odpowiedniego momentu. Od tamtego czasu pracowałem w kilku klubach. Ostatnio w Koronie Kielce na poziomie pierwszej ligi. To nie jest tak, że od 2016 roku siedziałem na wakacjach albo w domu. Staram się stale podnosić swoje umiejętności.

Wiemy, ile pracują trenerzy w Polsce. Mało kto na dłuższą metę może być pewny swojej posady. Wielokrotnie kiedy któryś szkoleniowiec był zwalniany pana nazwisko przewijało się w gronie potencjalnych następców. Do Macieja Bartoszka przylgnęła łatka “strażaka”. Czy to pana wkurzało, że tak się o panu myśli? 

Jeżeli trener potrafi wyciągnąć zespół z dużych kłopotów i pomóc drużynie w takim momencie, to też jest pewna umiejętność. Jest wiele opinii, które potrafiły mnie zaboleć. Akurat łatka strażaka może mnie nie bolała, ale zaczynała już delikatnie irytować. Wspólnie z działem marketingu chcieliśmy  odkleić tę łatkę, stąd taki film z okazji przedłużenia przeze mnie umowy z Wisłą. Miałem delikatne wątpliwości, czy odbije się to dobrym echem, ale finalnie wyszło bardzo pozytywnie. Jestem trenerem, nie strażakiem.

Ile czasu potrzebuje trener żeby odcisnąć swoje piętno na drużynie?

To dobre pytanie. Myślałem nawet nad tym ostatnio. Odpowiedź jest dosyć prosta: zależy od grupy ludzi, z którymi przyjdzie trenerowi pracować. Nie zawsze chodzi o umiejętności, bo nie tylko one wpływają na to czy widać rękę trenera. Z jednym zespołem efekty przychodzą szybciej i łatwiej, z innym potrzeba więcej pracy. Nie jest to na pewno zero-jedynkowe. Nie ma jednego standardu, klucza według którego da się to określić. Każdy klub ma swoją specyfikę.

Czy Wisła Płock gra już tak jakby chciał Maciej Bartoszek? 

Myślę, że już są momenty takiej gry. Jesteśmy o krok dalej, niż zalążek, choć wiadomo, że to ciągła praca, budowanie. Czasami wychodzi jeszcze sposób gry, który kiedyś był akceptowany, dobrze odbierany, a w tym momencie jest u mnie niepożądany. To się jeszcze przytrafia, ale już coraz rzadziej. Coraz więcej jest takich momentów, których oczekuję od drużyny. I z tego się cieszę.

Nie da się ukryć, że kamera pana kocha. W przekazie medialnym widać, że bardzo pan stawia na cechy wolicjonalne, proste podpowiedzi. Czego jednak nie uchwyciła kamera?

Nasze media klubowe mogą sporo przemycać – oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Zagadnień taktyki, organizacji gry, zmian w ustawieniu i sposobie grania, w przerwie meczu -  tego kamera nigdy nie pokaże. Nie pokaże tego o czym rozmawia się z piłkarzami, jakie mają założenia taktyczne. 

W telewizji widać trenera, który w żywiołowy sposób podpowiada zawodnikom podczas spotkania. Jednak w  meczu są też momenty, kiedy mam krótki kontakt wzrokowy z piłkarzami albo jestem mało słyszany - wtedy ciężko podpowiedzieć. Więcej uwag możemy przekazać w przerwie. Generalnie jestem trenerem mocno żyjącym z zespołem w trakcie spotkania, to po prostu część mojej osobowości. 

Początek sezonu pod względem dorobku punktowego był taki sobie. Którego z 4 pierwszych meczów pan najbardziej żałuje? Uważa pan, że mogliśmy zrobić coś więcej? 

Mecze z Legią i Lechią były w naszym zasięgu i niewiele brakowało, żebyśmy ugrali w nich więcej. Kiedy dany mecz poddajemy wnikliwej analizie, często wskazujemy na jeden, bądź dwa elementy, które można poprawić. Wtedy gra wyglądałaby zupełnie inaczej, lepiej. Wspomnianych spotkań żałuję najbardziej – choćby jeden punkt był zdecydowanie w naszym zasięgu i w Warszawie i w Gdańsku. Z kolei spotkanie z Piastem to był prawdziwy rollercoaster. Kompletnie nie graliśmy tego, co sobie założyliśmy. Pierwsza połowa zupełnie nam nie wyszła, w drugiej zaczęliśmy realizować więcej założeń. Po przerwie staraliśmy się odmienić grę, to pozwoliło nam wrócić do walki i dać nadzieję na choćby remis. Ale podsumowując to w ogóle nie był nasz dzień. Za dużo rzeczy nie grało, żeby odnieść korzystny rezultat, mimo że finalnie strzeliliśmy 3 bramki.

Z czego wynika taktyka Wisły - bogactwa środka pola i braków na skrzydłach czy wpisuje się pan w ogólnoświatowy trend?

Nie wpisuję się w żadne trendy. Uważam, że ten system daje nam po prostu wiele możliwości, ale z drugiej strony muszę analizować potencjał kadrowy drużyny. Plusy, minusy, braki i silne strony. Spowodowało to, że tym momencie zdecydowałem się na takie rozwiązanie. 

Do końca okna transferowego klub szukał skrzydłowego. Na zasadzie wypożyczenia przyszedł Jorginho, którego zobaczy pan dopiero w treningu kilkadziesiąt godzin przed meczem. Wcześniej długo nie grał. To zawodnik który może z miejsca wskoczyć do pierwszego składu czy trzeba z nim popracować?

Każdy zawodnik musi najpierw wdrożyć się w sposób gry zespołu, poznać filozofię trenera i nasz system gry. Możemy wziąć na tapetę kilka zespołów, które grają takim samym systemem, ale ich styl wygląda inaczej. Nie mówimy już o systemie, tylko o samej organizacji gry i tego w jaki sposób trener widzi funkcjonowanie drużyny w danej taktyce. 

Weźmy zawodnika, który grał wcześniej w takim samym systemie. Wydawać by się mogło, że taki piłkarz powinien wiedzieć w jaki sposób grać, jednak te różnice zawsze będą. Każdy trener inaczej prowadzi zespół, ma inne oczekiwania. Zawodnicy potrzebują przekazania informacji - nieważne czy grał w takim systemie, czy nie. To zawsze chwilę trwa.

Z drugiej strony jeśli zawodnik ma odpowiednie umiejętności, to od razu może dać dużo drużynie. Jeśli potwierdzi się wszystko co wiemy o Jorginho, to mam nadzieję, że czas jego aklimatyzacji będzie możliwy najkrótszy. Ten chłopak pasuje do obecnego systemu, ale da on nam też opcje innego grania. Będziemy mogli zacząć myśleć o grze systemem 1-4-2-3-1, który moim zdaniem też daje wiele możliwości. Wbrew pozorom można też atakować większą liczbą zawodników. Poszukiwaliśmy takiego zawodnika i staraliśmy się dowiedzieć o nim jak najwięcej. Stąd wiem, że odnajdzie się przynajmniej na 2 pozycjach w ofensywie. Jorginho ma za sobą dopiero kilka treningów z drużyną, a w meczu w Łęcznej czy z Jagiellonią przez kilka minut pokazał, że w niedalekiej przyszłości możemy mieć z niego sporo pożytku. To dynamiczny zawodnik, dysponujący dobrą techniką. Przy okazji mega pozytywny i nastawiony na ciężką pracę.

Czy Rafał Wolski jest najlepszym zawodnikiem z którym pan pracował?

Trudno powiedzieć, bo pracowałem już z kilkoma piłkarzami o naprawdę dużych umiejętnościach. Rafał na pewno należy do tej grupy. Daje jakość, robi różnicę. To pewna indywidualność i nie ma co ukrywać - cieszę się, że jest z nami i że potrafimy prowadzić go w takich sposób, że daje drużynie i kibicom to, co ma najlepsze.

Wydaje mi się, że nie wszyscy zawodnicy grają jeszcze na swoim poziomie. Papier wskazuje, że Wisła może namieszać w stawce, a czasami czegoś brakuje.

Musimy sobie zdawać sprawę, że zmieniliśmy system gry. Zawodnicy muszą się do tego przystosować. Jest też coś takiego jak wstrzelenie się z formą w sezon.

Inna sprawa, że nasz terminarz nie był komfortowy, choć wcześniej czy później trzeba zagrać ze wszystkimi. Na początku mieliśmy najbardziej wymagających przeciwników i jeszcze 2 wyjazdy. To nie byli łatwi rywale. Zespół może nie funkcjonował tak, jakbyśmy chcieli, nie grał z takim rozmachem, płynnością, brakowało jeszcze konkretów, ale mimo wszystko nie byliśmy chłopcem do bicia. Nie odstawaliśmy, mieliśmy swoje okazje. Gdybyśmy je wykorzystali, mogło być zupełnie inaczej. 

W jednym momencie zderzyliśmy się z dwoma problemami: mocni rywale i zmiana systemu gry. To duży bagaż na początku sezonu. Zespół potrzebował strzelonej bramki, punktów, zwycięstwa, żeby poczuć się mocny. 

Jaki jest plan na Puchar Polski? W Płocku czekamy na większy sukces w tych rozgrywkach, bo od czasu powrotu do Ekstraklasy co sezon odpadamy na wczesnych etapach. Będzie grał pierwszy garnitur czy pojawią się pewne rotacje i szansę otrzymają zawodnicy którzy grają trochę mniej? 

To zawsze trudny moment dla trenera. Z jednej strony dobrze by było dać szansę zawodnikom, którzy mają coś do udowodnienia. Często zdarza się, że piłkarze, którzy napierają na 1. skład dostają szansę i ją wykorzystują - pokazują swoje umiejętności, mocno zaznaczają swoją walkę o wyjściową “11” na kolejny mecz ligowy. 

Z drugiej strony to duża niepewność. Zespół zaczyna się zgrywać - jeden, drugi, trzeci mecz. To daje poczucie pewności w drużynie. Dlatego to nie są łatwe decyzje. Gdybyśmy dziś wyszli na mecz z Koroną Kielce zawodnikami, którzy są drugim wyborem na swojej pozycji, a coś poszłoby nie tak, to ktoś może powiedzieć, że odpuściliśmy. U mnie nie ma czegoś takiego. Zespół w każdym meczu ma grać o pełną pulę i tego samego będę oczekiwał w meczu pucharowym. Co do decyzji personalnych mam na szczęście jeszcze trochę czasu żeby się zastanowić. Podkreślam: to nie są łatwe decyzje.

Czy przy podpisywaniu umowy postawiono przed panem cel wprowadzenia do seniorskiej piłki określonej liczby młodych zawodników?

Jeśli ktoś zna Macieja Bartoszka to wie, że takich celów określać nie musi. Zawsze wprowadzam zawodników - daję szansę młodym zawodnikom, ale są też tacy, którzy wcześniej nie dostawali szans. U mnie dostają swoją szansę i odpłacają się dobrymi występami. 

Nie ma tego w umowie, ale oczywiście takie rozmowy były, że dobrze by było wprowadzać młodych adeptów, szukać wśród wychowanków. To normalne i oczywiste.

Niesamowicie eksplodował talent Damiana Warchoła. Przychodzi jako szerzej nieznany zawodnik z III ligi i strzela 3 bramki [w meczu z Jagiellonią strzelił 4. - red.] w zaledwie kilka meczach. Spodziewał się pan tego?

Obserwowałem Damiana wcześniej. Wiedziałem jakim potencjałem dysponuje ten zawodnik. Chciałem zaprosić go do współpracy w innym klubie, ale wtedy nie było to takie proste. Był związany umową i trudno było go pozyskać. Wiedziałem, że ma odpowiednie predyspozycje żeby dostać szansę na wyższym poziomie. Dlatego kiedy dyrektor sportowy Paweł Magdoń wspomniał o możliwości ściągnięcia do nas tego zawodnika, od razu zaakceptowałem ten pomysł. Póki co Damian udowadnia, że nie myliliśmy się co do jego osoby i że czasem warto mieć dobre rozeznanie w niższych ligach.

Minęło dopiero 6 kolejek, a szansę gry dostało kilku młodzieżowców. Grali - już Dawid Kocyła i Marcel Błachewicz, na zmianę wchodził też Radosław Cielemęcki, a każdy z nich gra na innej pozycji. Wnioskuję że konkurencja nie toczy się “na pozycji młodzieżowca”, tylko zawodnicy rywalizują na całym boisku.

Oczywiście, że tak. Potwierdza się to, co mówiłem wcześniej - nie interesuje mnie PESEL, czy zawodnik ma 18 czy 35 lat. Interesuje mnie to, co taki chłopak może dać drużynie. Idąc dalej, dokonując wyborów musimy brać pod uwagę oczywiście pozycję na boisku czy chociażby aktualną formę. To nie jest zero-jedynkowe. Na pierwszym miejscu zawsze jest dobro drużyny.

Dlaczego pana zdaniem przeskok z poziomu juniorskiego do seniorskiego jest tak bolesny i wielu utalentowanych zawodników odpada? 

Myślę, że to tak złożony temat, że moglibyśmy zrobić o tym osobny wywiad. Nie ma tu jednej łatwej odpowiedzi. Szkolenie piłkarskie, fizyka zawodnika, wydolność. Czynników jest mnóstwo i w każdym przypadku będzie inaczej. To kwestia indywidualna.

Czy jest pan fanem przepisu o młodzieżowcu? 

Nie przeszkadza mi. Potrafię jednak zrozumieć pewne obiekcje innych kolegów. Trenerzy w niektórych klubach twierdzą, że jest to przepis nieco sztuczny. Młodzieżowiec gra, bo po prostu musi być wystawiany, a niekoniecznie zasługuje na szansę. Uważam, że powinno to iść w inną stronę - kluby powinny zdawać sobie sprawę, że warto szkolić, stawiać na młodych. Korzyści są obopólne. Klub może liczyć na spore kwoty z ewentualnych transferów, trenerzy mają satysfakcję wprowadzenia zawodnika do piłki seniorskiej czy reprezentacji. Jeśli idzie to w takim kierunku, to jest to droga słuszna. Jeśli przyczyną jest tylko przepis, to już nie bardzo. 

Wisła Płock jest dość mocno spolonizowana, w szatni mówi się przeważnie po polsku. To dobrze czy nie ma to dla pana znaczenia?

Uważam, że dobrze. To polski klub. Niezależne czy Polaków jest więcej czy mniej myślę, że szatnia nie powinna zatracać swojej autonomii. W polskiej szatni powinien dominować polski język. Oczywiście obcokrajowców również otaczamy odpowiednim wsparciem, tak jak w przypadku chociażby wspomnianego Jorginho.

Czy obcokrajowiec przychodzący do polskiego klubu powinien być te przysłowiowe 10% lepszy od Polaka?

Po prostu powinien być lepszy.

Jakie ma pan zdanie na temat zainteresowania Wisłą Płock wśród kibiców, mediów? 

Trudno mi udzielić tu ostatecznej odpowiedzi. Nie miałem jeszcze szansy się w to maksymalnie zagłębić. Jest aktywna grupa kibiców. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony początkiem sezonu i meczami wyjazdowymi, kiedy mogliśmy liczyć na wsparcie. To też mój wewnętrzny cel, nie tylko mój - całego klubu, sponsorów, właściciela - żeby zespół odpłacał kibicom swoją grą i zaangażowaniem. Powinniśmy się wzajemnie napędzać, wspierać i w tym kierunku idziemy. Piłka nożna powinna dostarczać emocji, sprawiać radość. Bez kibiców nie miałaby większego sensu.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (2)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • miesiąc temu | ocena +2 / -1

    Wiślak

    Dobry wywiad ! Oby więcej takich ! A marketing by mógł coś zrobić typu co słychać u byłych Nafciarzy :) czy też treneiro (wiemy o kim mowa ;) )

    • miesiąc temu | ocena +2 / -0

      xxx

      Marketing Wisły, to i tak bardzo dobrze funkcjonuje. ;) Choć od czasu do czasu mogłoby się coś takiego pojawić. Jakiś wywiad z byłym zawodnikiem, czy trenerem.