Reklama

Królewscy historycznie w Pucharze Polski

Opublikowano:
Autor:

Królewscy historycznie w Pucharze Polski - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Wczorajsze popołudnie było historycznym wydarzeniem, jeśli chodzi o piłkę nożną kobiet w Płocku. Po raz pierwszy w naszym mieście odbył się mecz Pucharu Polski w wydaniu żeńskim. Przeciwnikiem klubu Królewscy Płock była występująca w I lidze drużyna Zamłynia Radom. Jeszcze nigdy zespół piłki nożnej kobiet z tego szczebla rozgrywek nie występował na płockich obiektach sportowych.

Wczorajsze popołudnie było historycznym wydarzeniem, jeśli chodzi o piłkę nożną kobiet w Płocku. Po raz pierwszy w naszym mieście odbył się mecz Pucharu Polski w wydaniu żeńskim. Przeciwnikiem klubu Królewscy Płock była występująca w I lidze drużyna Zamłynia Radom. Jeszcze nigdy zespół piłki nożnej kobiet z tego szczebla rozgrywek nie występował na płockich obiektach sportowych.

Początek spotkania był dosyć wyrównany. Gra toczyła się przeważnie na połowie Królewskich. Wynikało to z tego, że gospodynie chciały budować akcje od własnej bramki, a dobrze broniące radomianki nie pozwalały zbyt łatwo przedostać się na swoją połowę. Zawodniczki Zamłynia wydawały się trochę zaskoczone, że ich III-ligowy przeciwnik nie wykopuje piłki, a stara się przy niej utrzymać i próbuje wprowadzić swoje porządki na boisku. Gdy wydawało się, że płocczanki mają wszystko pod kontrolą, wskutek serii błędów, jedna z radomianek odwróciła się z piłką w polu karnym i uderzyła nie do obrony. Mimo straconego gola obraz gry się nie zmienił. Królewscy dalej poszukiwali swojego stylu na boisku, a Zamłynie bazowało na najprostszych rozwiązaniach, czyli „kopnij i biegnij”. W 21 minucie Julia Krawczyk przejęła piłkę na połowie boiska i niczym narciarz w slalomie minęła 5 radomianek zatrzymując się dopiero na bramkarce.  W 30 minucie błąd indywidualny Pomarańczowych bezlitośnie wykorzystały przeciwniczki.  Do końca połowy wynik nie uległ zmianie.

Większość drugiej połowy to dominacja Królewskich. Długimi fragmentami zespół z Płocka kontrolował wydarzenia na boisku i z wielką determinacją dążył do strzelenia chociaż jednej bramki. Zamłynie stwarzało groźne okazje wkopując piłkę ze stałych fragmentów gry w pole karne Pomarańczowych. Jednak płocczanki dzielnie radziły sobie z takim sposobem gry, a jeśli popełniły błąd, to dopisywało im szczęście i piłka mijała bramkę Marty Hućko. Zaledwie 8 minut po rozpoczęciu drugiej połowy Pomarańcze osiągnęły to, o co tak dzielnie walczyły. Klaudia Łyzińska wykończyła koronkową akcję Pauliny Mrówczyńskiej i Angeliki Materek. Po tym wydarzeniu ataki płocczanek jeszcze bardziej przybrały na sile. Jednak chęć zdobycia gola i presja czasu spowodowały, że gra stała się bardzo szarpana. Gdy wydawało się, że miejscowe przyjęły chaotyczny sposób gry, przyszła chwila opamiętania. W 2 minucie doliczonego czasu gry, Królewscy rozegrali popisową akcję, którą zakończyła płaskim uderzeniem Angelika Materek. Wybuchła nieopisana radość. Chwilę później arbiter zakończył mecz i nastąpiła seria rzutów karnych.

Wojnę nerwów lepiej wytrzymały płocczanki wygrywając 7:6. Po obronie Marty Hućko, decydującą 11-tkę wykorzystała Klaudia Stradomska, która chwilę później utonęła w ramionach koleżanek i sztabu szkoleniowego.

Pomimo zadowolenia z końcowego wyniku, Marta Hućko, bramkarka, szczerze przyznała, że wolałaby, aby zespół nie serwował sobie takiego dreszczowca. - Nie przestraszyłyśmy się jednak pierwszoligowca, uwierzyłyśmy w siebie i pokazałyśmy walkę do samego końca – cieszyła się. - Momentami zagrałyśmy dziś bardzo dobre spotkanie, ale jest kilka rzeczy, nad którymi musimy mocno popracować. Liczę na to, że Puchar Polski nie będzie dla nas tylko krótką przygodą, ale okazją do pokazania, że dziewczyny z Płocka potrafią grać w piłkę.

O niesamowitym meczu mówiła Julia Karwczyk, która grała na pozycji pomocnika. – Każda sekunda w tym spotkaniu była dla nas na wagę złota – zapewniła sympatyków Królewskich. - Pewnie mało kto by pomyślał, że pierwszoligowy klub może nie podołać trzecioligowcowi, a jednak. Przegrywając 2:0 wyjść na drugą połowę spotkania z wiarą, że się wygra, to już nie byle co. My do tego jeszcze potrafiłyśmy wykorzystać tak swoje umiejętności, że w tej chwili możemy się cieszyć ze zwycięstwa.

Trener Adrian Piankowski zaznaczał, że to nie tylko świetny wynik, ale także rezultat własnego stylu gry. – Pokazaliśmy go na tle pierwszoligowej drużyny, długo utrzymywaliśmy się przy piłce, stwarzaliśmy zagrożenie w każdym sektorze boiska – wyjaśniał. - Z każdym kolejnym meczem zdobywamy nowe doświadczenie, nabywamy pewności siebie, spokoju. Dziewczyny pokazały, że mają wielkie serce do gry w piłkę, że tworzą drużynę, która jest w stanie walczyć nawet w ostatnich minutach spotkania. Nie spuściły głów w połowie meczu, w momencie, gdy przegrywaliśmy 0:2. Wywiązały się ze swoich zadań na piątkę. Jednak chcemy być lepsi w każdym kolejnym spotkaniu, dlatego nie spuszczamy z tonu, nie robimy dnia wolnego na świętowanie, jutro spotykamy się na treningu i dalej pracujemy nad naszymi umiejętnościami.

Kolejny mecz w Pucharze Polski Królewscy rozegrają 24 września. Serdecznie zapraszamy na trybuny, gdyż piłkarki z Płocka zasługują na doping znacznie większej grupy kibiców.

KS Królewscy Płock – KS Zamłynie Radom 2:2 (0:2); rzuty karne 7:6

KS Królewscy Płock: Marta Hućko – Daria Kusa, Marta Majerowska, Natalia Marciniak, Kinga Lisiewska- Aleksandra Kujawska (45. Paulina Mrówczyńska), Julia Krawczyk, Klaudia Stradomska, Klaudia Łyzińska, Daria Nowak - Angelika Materek

Fot. Portal Płock

Po więcej zdjęć zapraszamy do naszej galerii:

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE