Reklama

Jeśli przegrywają wyjazdy, to zawsze 0:2

Opublikowano:
Autor:

Jeśli przegrywają wyjazdy, to zawsze 0:2 - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Wisła przegrała drugi wyjazdowy mecz w sezonie. I po raz drugi płocczanie ulegli swoim rywalom 0:2.

Wisła przegrała drugi wyjazdowy mecz w sezonie. I po raz drugi płocczanie ulegli swoim rywalom 0:2.

Wisła w Chojnicach zagrała bez Filipa Burkhardta, którego w wyjściowym składzie zastąpił Bartłomiej Sielewski oraz Pawła Kaczmarka. Jego miejsce w podstawowej jedenastce zajął Tomasz Grudzień.

Zabrakło również Daniela Szczepankiewicza. W tym wypadku trudno jednak mówić o osłabieniu, bo zastępujący go w spotkaniu z Puszczą Niepołomice Seweryn Kiełpin spisał się wręcz rewelacyjnie. Za to „Szczepan” przed wyjazdem na kadrę, gdzie nabawił się kontuzji, w dwóch kolejnych meczach popełnił dwa dość poważne błędy.

Od pierwszych minut meczu niezwykle aktywny był Marcin Krzywicki. Rosły napastnik Wisły po czterech kolejkach miał na swoim koncie już cztery gole. Na tym, niestety, jego bramkowy licznik się zatrzymał. Nic dziwnego, że „Krzywy” szukał okazji do przełamania się. I jak to ma w swoim zwyczaju, nie stał bezczynnie w okolicach pola karnego, ale aktywnie szukał gry. A jego pojedynki z Jakubem Mrozikiem stały się ozdobą pierwszej godziny meczu.

To nie młody defensor stał się jednak w pierwszej połowie bohaterem miejscowych kibiców. To miano przypadło Marcinowi Orłowskiemu, który popisał się teatralną interwencją po kontakcie z Marko Radiciem, który we własnym polu karnym interweniował na pograniczu przepisów. Arbiter wskazał na punkt oddalony od płockiej bramki o jedenaście metrów. Pewnym egzekutorem rzutu karnego był rutynowany Tomasz Mikołajczak, który nie pozostawił Sewerynowi Kiełpinowi cienia szans na skuteczną interwencję.

Posiadająca wciąż nieznaczną przewagę Wisła po niespodziewanej stracie bramki jeszcze mocniej ruszyła do przodu. Podopieczni trenera Marcina Kaczmarka co chwilę nękali gospodarzy długimi piłkami na wolne pole, które w zamierzeniu miały otworzyć im drogę do bramki rywala. Niestety, brakowało w nich dokładności.

Chojniczanka tymczasem atakowała wprawdzie rzadziej, ale dużo groźniej. Kilka razy płocczanom dopisało szczęście, gdy uderzana przez miejscowych piłka przelatywała tuż obok bramki. Niestety, chwilę przed zakończeniem pierwszej połowy bramkę do szatni zdobył Daniel Chyła. Wszystko zaczęło się od rzutu wolnego z lewej strony egzekwowanego przez Jakuba Mrozika. Piłka trafiła wprost na głowę Tomasza Ostalczyka, ale fenomenalną interwencją popisał się Seweryn Kiełpin. Był jednak absolutnie bezradny przy dobitce Chyły.

„Bramka do szatni” nie podcięła Wiśle skrzydeł. Tuż przed końcem pierwszej połowy Cezary Stefańczyk dośrodkował w pole karne gospodarzy, a szykujący się do przyjęcia piłki Marko Radić został pchnięty przez jednego z obrońców. Chociaż wydawało się, że sytuacja była dużo bardziej oczywista niż ta z 19. minuty, jednak tym razem arbiter uznał, że nic nie było.

Po stracie pierwszego gola niektórzy gracze Wisły mieli problemy z zapanowaniem nad swoimi nerwami, co zaowocowało między innymi całkiem niepotrzebnymi żółtymi kartkami dla Pawła Magdonia i Cezarego Stefańczyka. A do tego zbytnim skupieniem się na ciągłych dyskusjach z arbitrem, które sprawiały, że gra płocczan nie była tak płynna jak powinna.

Nerwy po stracie drugiego gola dały znać o sobie również w drugiej połowie. Tym razem jednak objawiły się zbyt częstym szukaniem indywidualnych rozwiązań. A przecież zespołowa gra była do tej pory jednym z najpoważniejszych atutów Wisły.

Podopieczni trenera Marcina Kaczmarka atakowali z pasją, ale wciąż czegoś brakowało. Jak nie dokładności w rozegraniu piłki na przedpolu rywala, to podania do zawodnika będącego właśnie na lepszej pozycji. Nade wszystko zabrakło przede wszystkim kontaktowego gola zdobytego na tyle szybko, aby móc myśleć jeszcze o odwróceniu losów meczu.

Z biegiem upływu czasu rosła nerwowość w płockich szeregach, a to zdecydowanie nie wpływało korzystnie na sposób prowadzenia gry. Gospodarze zaś spokojnie bronili dostępu do swej bramki, co jakiś czas szukając okazji do kontrataków. W tej sytuacji jedynym pozytywem o jakim w tej części gry mogłaby mówić Wisła, był fakt, że wynik nie uległ już zmianie.

Chojniczanka Chojnice – Wisła Płock 0:2 (0:2)

Bramki: Mikołajczak (20. – karny), Chyła (43)

Chojniczanka: Misztal – Chyła, Radler, Jędrzejczyk, Bednarek – Iwanicki (86. Dodinho), Mrozik, Feciuch, Orłowski, Ostalczyk (63. Ropiejko) – Mikołajczak

Wisła: Kiełpin – Stefańczyk, Magdoń, Radić, Hiszpański – Góralski (70. Sekulski), Sielewski, Janus, Dziedzic, Grudzień (56. Mysona) – Krzywicki (61. Grzelak)

Żółte kartki: Feciuch (Chojniczanka) oraz Magdoń, Stefańczyk (Wisła)

Fot. Wisła Płock

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE