Zamknij

Satyryczna wizja Polski na początek sezonu. Premiera już w weekend

18:36, 02.10.2019 | K.B
REKLAMA
Skomentuj

W teatrze zapowiadają premierę, satyryczną wizję Polski, w której nikt nie jest tym, kim się wydaje. Na plakacie... wymowna wielka figa. – Tekst jest prześmiewczy. To komediowe bicie, takie bardzo ostre – stwierdził w środę dyrektor płockiego teatru, Marek Mokrowiecki.

– W sezonie dbamy, aby w repertuarze znalazła się przynajmniej jedna pozycja odnosząca się do tego, co widzimy za oknem, do tego czym my żyjemy. Oprócz tego to prawdziwa rozkosz obcowania z piękną polszczyzną, wysublimowanym dowcipem zrozumiałym dla każdego – dodawał dyrektor.

Obsada sztuki? 16 aktorów. Role? Rozmaite, to „pan całą gębą, przesłodzona damulka, przeciętna sympatyczna panna, młody byczek, prawicowy działacz, Żyd z rodzaju siłaczy żydowskich, normalny wojewoda, normalny starosta, stara Żydówka, normalny służący, jego córka, bardzo ordynarny łyk miejski, pani dość ordynarna, ale przystojna, typowy bubek warszawski, weteranka i aktywista lewicowy”. Wszyscy spotkają się w jednym dworku, każdy jest także „pewny swojego pochodzenia i czystości krwi, każdy głoszący ortodoksyjne przekonania”.

– Dyrektor powiedział do mnie „robimy „Rodzinę” Antoniego Słonimskiego, a ja na to „no było śmieszne, ale to stare”. Wróciłem do tekstu i stwierdziłem, że „to jest napisane dwa tygodnie temu, a nie w 1933 r.”. Tekst, mimo że bardzo dawno napisany, jest bardzo współczesny i pokazuje cały kunszt Słonimskiego, który był genialnym obserwatorem, krytykiem, prześmiewcą rzeczy, które działy się wokół. Widział i o tym pisał. A najzabawniejsze jest to, że mimo upływu lat, tekst cały czas jest aktualny. Na tym polega siła tego spektaklu – podkreślał reżyser Rafał Sisicki.

W najbliższy weekend premiera. Skrótów w tekście było ponoć niewiele, dodano za to nieco elementów nawiązujących do współczesności. – Generalnie skupiłem się na opowiedzeniu historii. W sumie za wiele dodawać nie trzeba. Na tym polega genialność Słonimskiego. Już budowanie zdań oddaje charakter danej postaci – zaznaczył Sisicki.

Sztuka powstała w latach 30. Mokrowiecki przypominał: – Dotyczy tego, co za oknem, nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie, rodzącego się faszyzmu i antysemityzmu. Plusem sztuki jest to, że to żaden protest song, coś chłoszczącego. Raczej wyśmianie pewnych postaw.

Poparł go reżyser. – Nie pokazuję jak ma być. Staram się pokazać, jak jest w trochę inny, ciekawszy sposób, by uświadomić rzeczy o których wiemy, lecz zapominamy. To absolutnie nie jest farsa, tylko komedia. Gorzka komedia, mówiąca o nas samych, o naszych przywarach. Sukces będzie wówczas, jeśli zdamy sobie sprawę, jacy jesteśmy i będziemy potrafili się z tego powodu uśmiechnąć.

Mokrowiecki dopowiadał: – Oprócz tej całej komediowości, w sztuce pada zdanie, które mrozi. Przypominam, to był 1933 r. Pewien cham, buc, prostak ze sztuki mówi „Żydów to najlepiej wywieźć z zaplombowanymi zębami”. Sześć lat przed wojną, na kilka lat przed holokaustem.

A scenografia? Ta ma być symboliczna. – Może ktoś pomyśleć, że teatr na tej sztuce oszczędzał. Absolutnie nie! - zastrzegał Marek Mokrowiecki. – Taki był zamysł scenografki, Aleksandry Szempruch. Akcja dzieje się w hrabiowskim dworku hrabiego Lekcickiego. Nie zamknięto tego w czterech ścianach. Nie ma realizmu w rodzaju wiszących rogów na ścianie!

Grający arystokratę, hrabiego Lekcickiego, aktor Mariusz Pogonowski przekonywał, że czeka go wyzwanie, prywatnie daleko mu do postaci, którą zagra:

– Jego słowa są dosyć mocne. Można by się nawet obrazić, ale nie ma możliwości. On tak całe to towarzystwo punktuje, pozostając w jakimś sensie bezstronnym. Każdemu przyznaje rację. Czy w hitlerowcu, czy w komuniście dostrzega człowieka. A przy tym widzi całość, jaka ona jest poplątana i trudna, trudna do pogodzenia. Dlatego to niezwykła postać.

Magda Tomaszewska wolała nie opisywać swojego kostiumu, który Mokrowiecki nazwał „erotycznym”. Odtwórczyni roli Miry Zimińskiej zwracała uwagę, że w monodramie wspomina o „Antosiu Słonimskim”. Dla niej to pewne „zderzenie”...

– Jako Mira Zimińska nazywałam Antosia Słonimskiego przyjacielem. Niesamowite, aby z tej Miry Zimińskiej nagle stać się taką Lucysią, jaką wyobraził sobie Słonimski i reżyser.

Ma być zresztą dyskretne nawiązanie w sztuce do postaci Miry Zimińskiej w formie „smaczku” dla uważnych widzów.

Sam reżyser Rafał Sisicki był reżyserem serialu telewizyjnego „Brzydula”. Jest autorem scenografii i choreografii do spektakli teatralnych. Szerszej publiczności znany jako Dyrektor Generalny z serialu „Na wspólnej”. W jego życiorysie odnajdziemy też elementy związane z Płockiem. Po drugim roku studiów przyjechał do stadniny w Łącku. – Okazało się, że jest dla mnie inne zajęcie niż sprzątanie boksów. Zostałem kaowcem w domu kultury. Efekt był taki, że przygotowałem mini spektakl z dziećmi. Tomasz Grochoczyński zaproponował mi zrobienie spektaklu dyplomowego w płockim teatrze. Po dwóch latach przyszedłem jako aktor tylko na sezon, zostałem na dwa. Później trafiłem do teatru Adama Hanuszkiewicza, gdzie byłem także jego asystentem. Wreszcie stwierdziłem, że sam chcę powalczyć o siebie, poszedłem na reżyserię. Reżyser też musi zrobić dyplom. Przychodzi propozycja z Płocka. W 2004 r. powstała „Opowieść wigilijna”, która grana jest do tej pory. A teraz znów trafiłem do Płocka....

– Bośmy się spotkali w kawiarni na ul. Chmielnej – zdradził Mokrowiecki. A jaki będzie efekt tego spotkania dowiemy się w najbliższą sobotę, 5 października.

Projekt plakatu do spektaklu stworzył prof. zw. Piotr Garlicki z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.

(K.B)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (9)

drobna uwagadrobna uwaga

3 4

do dworku nie wpuszczono by przynajmniej połowę wymienionych osób.Niektórych z wymienionych przyjmowało się na schodach przed dworem.Inni dostąpili zaszczytu rozmowy w dworskiej sieni.Domokrążców przeganiano z podwórza.Interesy robiono co najwyżej w dworskiej kancelarii.Taki skład i to wewnątrz dworu to nie jest możliwe.Nawet u bardzo liberalnych ziemian do domu nie wpuszczano komediantów czyli......Czy można się dowiedzieć jacy aktorzy grają poszczególne role.Mam swoje typy ale obsada hrabiego to ..........strach pomyśleć.Czy będzie element mowy nienawiści?Jeśli nie będzie to sztuka straci na autentyczności.Poproszę tekst o mowie nienawiści.Hrabia /?/ to pięknie zagra. 19:41, 02.10.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

Bal w OperzeBal w Operze

4 1

Panie Dziedzicu nie wiecie o czym mówicie i głupstwa pleciecie.
W okolicznych podpłockich dworach często bywali ci z tej trefnej połowy (zdaniem dziedzica), w tym komedianci. Bywali oni we dworach w Brudzeniu, Srebrnej i paru innych w okolicy.
W wakacje 1936 we dworze w Brudzeniu powstał tekst:
"Dzisiaj wielki bal w Operze.
Sam Potężny Archikrator,.
Dał najwyższy protektorat,.
Wszelka dziwka majtki pierze.
I na kredyt kiecki bierze
.....
Jest to " przez wielu krytyków oceniany jako arcydzieło XX-wiecznej literatury polskiej oraz najwybitniejsze ówczesne dzieło satyryczne[2][1]; napisany w 1936, w całości wydany dopiero w 1982 roku. "
Oprócz autora tego tekstu bywał tam również Tadeusz Dołęga Mostowicz. Napisał on między innymi powieśc pt "Znachor", w oparciu o którą w 1937 roku powstał film o tym samym tytule. Pierwowzór bohatera to słynny w okolicy znachor z Lasotek, które zresztą zostały tam opisane, nawet nazwa wsi, w której rozgrywa się akcja powiesci nawiązuje do Lasotek. Kontynuacją "Znachora" jest powieść Dołęgi-Mostowicza pt" Profesor Wilczur" – została ona zaadaptowana na potrzeby filmu (melodramat) o tym samym tytule, który powstał w 1938 roku.
Inspirację do barwnych opisów kariery i perypetii "Kariery Nikodema Dyzmy" autor znalazł na ziemiańskich dworach (również podpłockich), na których takich jak on podobno zdaniem dziedzica nie wpuszczano.
Panie dziedzicu, nie tak dawno temu w Książnicy Płockiej była prezentacja książeczki opisującej dwór w Brudzeniu - na spotkaniu były córki ówczesnych dziedziców tego dworu ziemiańskiego i dzieliły się wspomnieniami z tamtych lat oraz prezentowały dowody materialne tego, jak tam po pańsku (z góry) traktowano takich komediantów i trefnych "przybłędów", niegodnych pańskich progów a nawet wpuszczenia na gumna czy za bramę i nie daj Boże do sieni dworu.
Ale to byli wyjątkowo "mało liberalni a nawet zacofani" ziemianie.
Ponadto ze znanych komediantów bywał tam również birbant i wesołek Janusz Minkiewicz. 21:33, 02.10.2019


Sam DrabulokSam Drabulok

2 1

Przypominam, że różnej maści dziedzice, szlachciury, arystokraci itp doprowadzili do upadku Rzeczypospolitej. Nie bardzo jest się czym chwalić. 09:53, 03.10.2019


Głosując na PISGłosując na PIS

8 11

13 października idziemy na OSTATNIE wolne wybory! Warto wziąć udział w tej historycznej chwili!
19:50, 02.10.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

farma trollifarma trolli

6 7

w szale.Szalejcie totalsi zainfekowani bakterią inowrocławiensis trolus szajbus jachirus.Szalejcie i tak wam to nie pomoże.Co najwyżej żyłka może puknąć.A więc do ataku chłopaki i dziewczynki.Do ataku staruszki i staruszkowie.Do ataku. 20:03, 02.10.2019


troliku pisowskitroliku pisowski

9 4

zmień płytę, bo ta już od dawna jest zdarta 20:07, 02.10.2019


pisowskipisowski

11 7

brzmi dumnie.Peowski brzmi lichutko.Jak tam paragon z apteki?. 20:10, 02.10.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ArekArek

2 0

Dołęga_Mostowicz jest jednym z moich ulubionych pisarzy, dzięki za te historyczne newsy. 19:04, 03.10.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Ale są tacy Ale są tacy

1 0

"spadkobiercy dziedziców", którzy go do dzisiaj nie lubią za to, jak postrzegał rządy sanacyjnych pułkowników. Już przed wojną bardzo go nie lubili za jego twórczość opisująca ówczesne realia. Nie lubili też innych wybitnych kronikarzy tamtych lat, choć w kabaretach, których byli stałymi bywalcami, najbardziej bawiły ich skecze i numery właśnie Tuwima, Słonimskiego, Hemara, Jarosy'ego, Krukowskiego, Wittlina, Jurandota, itd. , notabene bywali oni często zapraszani do dworków i dworów ziemiańskich oraz rezydencji i pałaców arystokracji.

Tu kawałek biogramu Dołęgi-Mostowicza, podaję za Wikipedią:

>>W latach 1922–1926 był współpracownikiem, a następnie redaktorem dziennika „Rzeczpospolita”, wówczas związanego z chadecją. Jako felietonista używał wówczas pseudonimu C. hr. Zan. Jego antysanacyjne felietony padały ofiarą cenzury[4]. W pisanych artykułach poruszał m.in. sprawy: aresztowania gen. Juliusza Malczewskiego, zaginięcia gen. Włodzimierza Zagórskiego i pobicia posła Jerzego Zdziechowskiego.

W 1927 Dołęga-Mostowicz został pobity przez nieznanych sprawców. Jak pisze w przedmowie do powieści „Kiwony” Józef Rurawski, pisarz został porwany 8 września 1927 z ulicy Grójeckiej, siłą wciągnięty do samochodu, wywieziony do Janek pod Warszawą, pobity w lesie i wrzucony do dołu ziemnego. Uratował go od śmierci przechodzący przypadkowo rolnik. Wydarzenie głośno komentowała prasa opozycyjna, która podejrzewała przedstawicieli władzy sanacyjnej o sprawstwo lub inspirację tego pobicia, czemu jednak zaprzeczali przedstawiciele obozu władzy. Według opozycji miała to być próba zastraszenia (lub nawet unieszkodliwienia) krytycznego wobec rządu felietonisty. Po porwaniu i pobiciu pisarz stracił zdrowie i wycofał się z działalności dziennikarskiej na rzecz pracy literackiej[5].

W 1932 ukazała się najważniejsza jego powieść Kariera Nikodema Dyzmy, w której ukazał mechanizmy kierujące elitami władzy. W utworze tym sportretował m.in. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego – wzorowana jest na nim postać pułkownika Waredy, przyjaciela Dyzmy[6][7]. <<<
Lepsze pojecie na temat tamtych czasów można sobie wyrobić na podstawie dość obszernej literatury z okresu XX lecia międzywojennego a także z literatury wspomnieniowej i biograficznej opisującej ówczesną bohemę polską.
21:31, 03.10.2019


REKLAMA
© portalplock.pl | Prawa zastrzeżone