Zamknij
REKLAMA

Poznajcie magika. W życiu mu nie wyszło [FOTO]

21:53, 15.12.2017 | K.B
REKLAMA
Skomentuj
Fot. Julia Brodowska

On jest biedny i nic mu w życiu nie wychodzi. Ona któregoś dnia wychodzi z szafy i powie mu to, czego inni nie zrobią, że te sztuczki są żałosne i czas, aby przestał robić z siebie idiotę.

„Magik” w reżyserii Mateusza Olszewskiego miał swoją prapremierę w Piekiełku 14 grudnia. Kim właściwie jest tytułowy magik? Do końca nie wiadomo. Żyje nędznie i samotnie. Dorobek jego życia mieści w jednej starej walizce, w której trzyma w niej rekwizyty sceniczne. Czasem traktuje ją jak stół, kładąc talerz i nakrywając go suknem, mówiąc: - Niech stanie się... kiełbasa.

Może to Bóg, który skrywa się wśród ludzi? Stworzył już wszystko i czuje się niepotrzebny. Nie potrafi już niczym więcej zachwycić. A może to człowiek z przeszłością, której się wypiera, przed którą ucieka jak najdalej? Może to jednak pacjent szpitala psychiatrycznego, rozpaczliwie szamocący się ze swoimi przeżyciami? Albo po prostu magik, któremu faktycznie nic nie wychodzi, pomimo zakorzenionej wiary w kreowanie iluzji. W swoich staraniach jest taki wdzięczny, wręcz uroczy próbując wymówić słowo „prestidigitator”, a po chwili zaczyna budzić litość. Za wszelka cenę pragnie być lepszy od swojego byłego mistrza, nazywając tamtego idiotą, Chciałby wymyślić wyjątkową magiczną sztuczkę. Zachwycającą i niepowtarzalną. A jeśli to po prostu samotny człowiek łaknący drugiego człowieka. Goniący za marzeniami, bo nie ma już niczego więcej ani nikogo, kto wyciągnąłby do niego dłoń. Magik chodzi z cylindrem, prosząc o datki, by po chwili zapytać widzów o ich największe marzenie i stwierdzić na końcu, że te są takie banalne. Ma inne. Pragnie zniknąć. Kiedy pewnego dnia w szafie pojawia się młoda dziewczyna, ona brutalnie sprowadza go na ziemię swoją krytyką. On nazywa ją Lottą, ona jego Tim. Lotta i Tim. Czy ta para, podrzędny magik i dziewczyna z szafy, w której buchają emocje, jeszcze zadziwi świat? Czy tylko przysporzą sobie bólu?

Nie będzie tu jednoznacznej odpowiedzi. Każdy może odczytać sobie ten tekst dowolnie. Dostrzeże albo historię podróżnika z walizką, albo samotnego życiowego pechowca, albo przypowieść o tym, co się w życiu liczy. Przecież pragnienie splendoru i owacji równie dobrze może skazać na notoryczną udrękę. Zawsze istnieje zagrożenie, że ktoś okaże się lepszy, z większą charyzmą, większym kapeluszem na datki. Krótko mówiąc, ogra nas. Nikt nigdy nie obiecywał, że życie jest sprawiedliwe.

Autor sztuki, Jarosław Jakubowski stworzył ubogi materialnie świat, zarazem upychając do środka materiał, który jest nostalgiczny, smutny, gra na emocjach widza. Raz myśli sobie „jaki ten magik jest żałosny”, a chwilę później zaczyna widzieć, ile w nim sprzeczności, siłą odrzucający od Lottę od siebie. Historia magika zaczyna przeobrażać się w historię relacji kobiety i mężczyzny. Płaszczyzny nakładają się na siebie, mieszają. To widz musi je sobie ułożyć tak, jak chce, wedle własnego uznania, co tu jest prawdą, a co fikcją. 

Aktorzy w niektórych scenicznych partiach szarżują po emocjonalnej palecie. Są blisko siebie i blisko widzów, chwytając ich spojrzenia. Sztukę odgrywają przecież w niewielkim Piekiełku. Na tym polega właśnie magia niewielkiego metrażu. Tu się szybciej chłonie emocje. Szybciej nas przenikają przy dźwiękach tanga (a dodajmy, że są tu elementy tańca). Grająca Lottę Julia Chętkowska i wcielający się w Tima Bogumił Karbowski sprawnie prowadzą widzą i wodzą go za nos. Aż do samego końca, do ostatniej sztuczki układamy puzzle rozrzucone przez Jakubowskiego.

Jakubowski, już po wybrzmieniu wszystkich oklasków, dziękował dyrektorowi płockiego teatru za możliwość wystawienia współczesnego dramatu.

- Polscy dramatopisarze nie zawsze są chętnie wystawiani. Właściwie nie wiem, z jakiego powodu. Czy są jakieś obawy, że widzów nie będzie?

Przyznał, że inspirowały go filmy Federico Felliniego pełne niedocenionych, niespełnionych artystów. - Magicy i klauni powinni nas bawić, a odkąd pamiętam było mi ich żal. Kiedy inni się śmiali, patrzyłem na nich, jak na zwykłych ludzi, spoconych i zmęczonych w tych swoich przebraniach, z twarzą ukrytą pod scenicznym makijażem.

Jeśli zaś potraktować sztukę jak metaforę życia artysty, to Jakubowski podsuwa jeszcze inną podpowiedź. Z magikiem może być jak z Polakiem, który rozpamiętuje klęski, a nie sukcesy. Jedna z pań powiedziała: - Odczułam tę sztukę dokładnie tak, jakbym oglądała człowieczy los. Wszyscy przeżywamy to samo, ale już nie tak samo.

Autor był pod wrażeniem włożonej pracy i aktorów. - Oddali pełną gamę emocji. Wymyśliłem sobie takie ubogi, wręcz objazdowy teatr. Wścieka mnie przekładanie polityki na sztukę, niesprawiedliwe przyklejanie mi łatki prawicowego dramaturga. Jakby teatr mógł być prawicowy czy lewicowy.

Jakubowski w swoim życiorysie miał już wiele ról, dziennikarza, poety, krytyka literackiego dramatopisarza. Napisał sztukę inspirowaną życiem i twórczością piosenkarki Violetty Villas ("Viva Violetta!"), a także sztukę „Generał”. Jak twierdził, ta ostatnia jest metafora człowieka odsuniętego od władzy. Wszystko dzieje się w domu. - To taki dyktator w kapciach. Wyczekuje wyroku. W sztuce pojawiają się jego dwaj towarzysze broni, Florian i Czesław – czyli Florian Siwicki i Czesław Kiszczak.

A jeśli chcecie poznać Magika i Lottę, kolejne spektakle 18 grudnia o godz. 18.00, 6, 7, 13, 14, 27 i 28 stycznia o godz. 17.00

(K.B)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

kiwi kiwi

3 2

Jedno co mu wyszło to skok z wieżowca 20:11, 16.12.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© portalplock.pl | Prawa zastrzeżone