Zamknij
REKLAMA

Zwycięstwo było na wyciągniecie ręki. Wisła z Kielc wraca z punktem

20:15, 08.03.2019 | M.W
REKLAMA
Skomentuj
Fot. Tomasz Miecznik

Kibice nie mogli narzekać na brak emocji i poziom widowiska. Wisła była o włos od sprawienia niespodzianki i pokonania mistrzów Polski na ich terenie. Nafciarze nie wykorzystali jednak gry w podwójnej przewadze, w końcówce stracili bramkę na remis przy płaskiej obronie, a w serii rzutów karnych ani razu nie pokonali Filipa Ivicia. 

Mecze w fazie zasadniczej pomiędzy Wisłą a Vive mają wymiar tylko prestiżowy, bo na układ tabeli raczej nie wpływają. Płocczanie mają spokojną przewagę nad trzecim Górnikiem Zabrze, a dystans do liderujących kielczan jest zbyt duży. Po cudownym zwycięstwie w Silkeborgu apetyty kibiców wzrosły, choć z pewnością żelaznym faworytem pozostawali podopieczni Talanta Dujszebajewa. 

Spotkanie zaczęło się po myśli gości. Świetnie na początku grali skrzydłowy, a zwłaszcza Michał Daszek-kapitan wykańczał akcje, nie mylił się z 7. metrów i ani kibice się nie obejrzeli, a tablica wskazywała 2:5 dla wicemistrzów Polski. Gospodarze szybko się jednak obudzili, zdobyli trzy bramki z rzędu i gra toczyła się bramka za bramkę i tak wyglądała w zasadzie cała pierwsza połowa.

W Danii podopieczni Xaviera Sabate dość szybko musieli radzić sobie bez Jose De Toledo i Dana Racotei, którzy zostali ukarani czerwonymi kartkami. Rumuśki rozgrywający w Kielcach również nie dokończył nawet pierwszej połowy-w 19. minucie nierozważnie zaatakował Wladisława Kulesza i sędziowie bez wahania wykluczyli rozgrywającego z dalszego udziału w spotkaniu. Nie wpłynęło to jednak znacząco na grę wicemistrzów Polski, bo dobrze po raz kolejny grał Tomasz Gębala i Wisła zdobywała kolejne bramki. Nie próżnowali też kielczanie, choć ataki nie były rozgrywane w takim tempie, do jakiego przyzwyczaili swoich kibiców. Do przerwy było 15:15. 

Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia Nafciarzy, którzy błyskawicznie wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Wisła mogła pójść za ciosem, ale Adam Borbely wpuścił rzut, który miał już na rękach, w dobrej sytuacji pomylił się Daszek, a co gorsza Gębala dostał dwuminutową karę. Po zmianie stron dużo lepiej zaczął grać Luka Cindrić i Chorwat w 40. minucie doprowadził do remisu po 20. Chwilę później siły w obu zespołach się wyrównały, po trzecią karę zarobił Marko Mamić. 

Nafciarze jeszcze raz zebrali się do ucieczki i znów odskoczyli na trzy bramki. Pojawiły się jednak problemy z konstruowaniem akcji, a improwizowane akcje nie przynosiły powodzenia i w 52. minucie Cindrić znów rzucił bramkę na remis 26:26. 

Kilkadziesiąt sekund później podopieczni Xaviera Sabate stanęli przed ogromną szansą. Sędziowie wykluczyli Krzysztofa Lijewskiego i Mariusza Jurkiewicza. Wisła grała w podwójnej przewadze, a na "dzień dobry" karnego wykorzystał Daszek. Potem stało się coś absolutnie niewytłumaczalnego, bo to grający w osłabieniu gospodarze zdobyli trzy kolejne bramki i wyszli na prowadzenie. W perfekcyjnej sytuacji pomylił się Przemysław Krajewski, a Renato Sulić rzucił do pustej bramki, ale błyskawicznie wracający Filip Ivić złapał piłkę. Wyraźnie poirytowany Xavier Sabate poprosił o przerwę. 

Po czasie bramkę zdobył Gębala, trafienie dołożył Marko Tarabochia, a na minutę przed końcem rosły rozgrywający dał Wiśle jednobramkowe prowadzenie. Wiślacy znów nie potrafili zachować koncentracji. Grający dobre zawody Lovro Mihić nie chwycił piłki, a jego celny rzut dałby Nafciarzom zwycięstwo. Wicemistrzowie Polski nie popisali się też w obronie, bo stanęli płasko, i na dwie sekundy meczu Cindrić po raz kolejny doprowadził do wyrównania. Syrena wybrzmiała przy wyniku 30:30 i do wyłonienia zwycięzcy konieczna była seria rzutów karnych. 

Nie była ona zbyt długa, bo kielczanie wykorzystali trzy rzuty, a próby Daszka, Tarabochii i Krajewskiego odbił Ivić. Wisła po raz kolejny poległa w Hali Legionów, choć zagrała naprawdę dobre spotkanie i była o włos od sprawienia niespodzianki. Na pocieszenie pozostaje punkt. Jeśli Xavier Sabate będzie potrafił utrzymać taką dyspozycję swojego zespołu, Wisła może powalczyć w starciu z Pickiem Szeged. Pierwsze spotkanie 1/8 Ligi Mistrzów już 24 marca. 

PGE Vive Kielce – Orlen Wisła Płock 30:30 (15:15)

Karne: 3:0

(M.W)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (8)

PBSPBS

13 3

Gramy jak nigdy, przegrywały, jak zawsze. Szkoda, bo Vive było wyjątkowo słabe. 00:46, 09.03.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

"Graliśmy""Graliśmy"

0 1

...w PBS-ie.... 22:06, 10.03.2019


graczugraczu

0 0

lepiej nie pisz :D Spec. d/s sportów wszelakich: od kopanej po rzucaną. 23:18, 10.03.2019


Jak przegrać wygranyJak przegrać wygrany

15 3

Ostatnie 25 sekund tego meczu przejdzie na zawsze do historii piłki ręcznej.
Jest to pokaz jak przegrać wygrany mecz w tak krótkim czasie.
1. Jak stracić piłkę w ataku...nie musząc się spieszyć.
2. Jak wpuścić bramkę w 6 sekund, nie broniąc, a jedynie czekając na wyrok,
3. Jak spierniczyć rzuty karne...
MASAKRA :( 11:14, 09.03.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

nie płacznie płacz

0 1

kiedy odjadę... Sportowcu/Hanballowcu 22:05, 10.03.2019


HeheszkiHeheszki

6 5

Vive zagrało słabo, słabszy dzień, normalnie by przejechali Nas jak walec. Brawa za walkę Panowie ! 14:52, 09.03.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

znawcoznawco

2 2

Vive zagrało jak potrafiło, choćby z powodu osłabień. Bez A. Duszejbajewa i drugiego podstawowego. Gdyby był Alex i wynik był podobny, to wtedy moglibyśmy mówić o słabszej grze Vive.
To raczej Wisła w końcu- przy nieoczekiwanym zbiegu okoliczności- zastępstwo T.Gębali i chęci udowodnienia czegoś przez pozostalych mamy wynik taki a nie inny. Trener w innym wypadku trzymałby się dalej "swoich" a Gębala grzałby ławę. 22:04, 10.03.2019


z bokuz boku

5 2

Mniej polityki w klubie, to większa szansa na wyniki i powrót kibiców na mecze :) Czekamy na konkrety. 01:00, 10.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
© portalplock.pl | Prawa zastrzeżone