Zamknij
REKLAMA

Boisz się porodu? Chciałabyś aby ktoś przeprowadził Cię przez ten wyjątkowy czas? Doula Ci pomoże

11:19, 29.06.2020 | artykuł partnerski

Kto to jest Doula? Komu może pomóc? Dlaczego jest potrzebna alternatywna szkoła rodzenia i czy warto rodzić w domu? To tylko niektóre z pytań jakie udało nam się zadać Ewie Woźnickiej, przede wszystkim doświadczonej mamie czwórki dzieci, mgr fizjoterapii oraz założycielce Szkoły Rodzenia - Mundry.

Doula (czyta się dula) to nowość na płockim rynku. Kto to jest?

To kobieta doświadczona w swoim macierzyństwie, która daje innym kobietom, parom wsparcie podczas ciąży, porodu i po porodzie. Wsparcie ma rożne formy – fizyczne, ale też psychiczne, emocjonalne i informacyjne. Mąż jest oczywiście najbliższą osobą, ale nie zawsze jest w stanie do końca zrozumieć swoją żonę, z resztą sam uczy się być ojcem i to jest stresujące. Doula jest specjalistką w swojej dziedzinie i może być dodatkowym wsparciem w tym czasie.

Na czym ono konkretnie polega i komu się najbardziej przyda?

Każdej kobiecie, ale z pewnością kobiecie, która rodzi pierwszy raz. Potrzebuje informacji, wsparcia i osoby, która przeprowadzi ją przez ciążę. Doula może być z kobietami przy porodzie, ale są np. takie, które czują się lepiej edukując kobiety, inne wolą pomagać w połogu.

W niektórych zachodnich krajach taka asystentka jest przydzielana kobiecie po porodzie, żeby ją odciążyć w obowiązkach domowych. W Polsce to jest jeszcze luksus. A powinno być przydzielane z automatu.

Sama rodziłam cztery razy. Mam dzieci praktycznie rok po roku. Wiem, jak jest to trudne. Pamiętam jak się czułam na każdym etapie ciąży. Wiem jak wygląda połóg. Służę swoją wiedzą i doświadczeniem. Większość doul w Polsce potrafi też profesjonalnie pomóc w karmieniu piersią. Są takie, które zajmują się relaksacją na czas ciąży i porodu. Mówiąc w skrócie: chodzi o edukację przyszłej matki, bycie przy niej by delikatnie weszła w macierzyństwo. Doula od 2015 roku jest wpisana w rejestr zawodów w Polsce.

Kobiety potrzebują posłuchać o tym, jak wygląda poród, karmienie piersią, rzeczywistość z dzieckiem po porodzie. Usłyszeć o tym od kobiety, która ma doświadczenie, a nie ginekologa czy położnej. Na moje darmowe spotkania przychodzi po 25 kobiet, tylko po to by opowiedzieć o swoich doświadczeniach.

Mówi się, że doula jest przyjaciółką kobiety na czas ciąży i porodu. Młoda mama ma poczucie, że ma ciągłość opieki w ciąży, w porodzie i po porodzie– jest ze swoją doulą w ciągłym kontakcie, może w każdej chwili zadzwonić. Jak już mówiłam, doula towarzyszy w porodzie, jest specjalistką, z którą czujesz się bezpiecznie. W niektórych szpitalach jest ograniczenie do jednej osoby towarzyszącej, ale w niektórych może być tata i doula.

Doula zna dobrze fizjologię porodu, masuje, rozluźnia, proponuje pozycje, pomaga odpowiednio oddychać. Położona przychodzi, bada raz na godzinę i wychodzi, ma do wypisania sterty dokumentów i inne pacjentki. I tu jest przestrzeń na doulę. Płockie szpitale jeszcze nie są oswojone z tym tematem. Póki co byłam przy porodach domowych, tam zawsze jest co robić, pracą można obdzielić kilka osób.

Dlaczego potrzebna jest inna szkoła rodzenia?

Płocczanie znają jedynie przyszpitalne szkoły rodzenia. Moja Szkoła Rodzenia- Mundra, to coś zupełnie innego. Kobiety powinny mieć różnorodność i  wybór. Jestem doświadczoną i aktywną mamą. To mój ogromny atut. Studiuję, żeby w przyszłości być także położną. Widzę tam wykładowców, oczywiście nic im nie ujmując, którzy nas uczą, ale sami nie mają dzieci. Znają tylko teorię, a życie z dziećmi uczy praktyki. Do głosu w edukacji młodych rodziców powinny dojść osoby, które same spełniły się w swoim macierzyństwie, wychowały, wykarmiły kilkoro dziecko, mają doświadczenie i mogą w ten sposób pomagać innym.

Dla mnie to nie do pomyślenia, że położna mówi, że nie karmiła swoich dzieci, bo nie miała mleka. Powtarzać takie mity to zbrodnia! To może mieć ogromny wpływ na młode kobiety, położne, przyszłe matki.

W Płocku jest ogromna luka w takich usługach – edukacji przedporodowej i laktacyjnej. Jestem mgr fizjoterapii, rehabilituję najmłodsze dzieci, wcześniaki, dzieci chore. Łączę to wszystko razem i jestem jedyną taką osobą w Płocku – fizjoterapeutą, doulą, przyszłą położną, promotorem karmienia piersią, doradcą noszenia w chustach i matką wielodzietną. Każde dziecko rozwija się inaczej, ma inne usposobienie i rytm. Dzielę się tym z kobietami, uspokajam je i uczę jak w tym wszystkim dbać o własne potrzeby.

Dostrzegam też, że młode kobiety w ciąży szukają wzorców. Zaczynają szukać koleżanek na tym samym etapie życia, takich które mają dzieci, bo je to ciekawi i staje im się to bliskie. Wiem to z własnego doświadczenia, bo w swoim towarzystwie rodziłam jako jedna z pierwszych, miałam 24 lata. Teraz mam kontakt np. ze swoimi koleżankami z liceum. Mają po trzydzieści parę lat i  zachodzą w pierwszą ciążę. Szukają ze mną kontaktu.

Każdy kto się zapisze do pani szkoły rodzenia przechodzi przez cykl 8 spotkań. Jak to wygląda w praktyce? Ile trwają?

Tak, 8 spotkań po 2, a nawet 3 godziny. Tematyka jest obszerna. Każdy dzieli się też swoim doświadczeniem. Mamy zajęcia praktyczne, uczymy się oddychania, przerabiamy pozycje porodowe, nosimy lalki i wiążemy chusty. Opowiadam historie znanych mi kobiet, ale mówiąc o porodzie nie używam medycznych terminów. To sprawia, ze zaczynają rozumieć, ze poród to część życia, naszych kobiecych przeżyć. To ubogacające doświadczenie. Codziennie mam kontakt z młodymi kobietami w okresie okołoporodowym, otwierają się przede mną a ja się dzięki temu uczę. Opowiadam historie kobiet a młodzi rodzice się przez to uczą.

Kiedy jestem z kobietą przez całą ciążę, przy porodzie i karmieniu, to naturalnie ją poznaję. Widzę, jakie cechy charakterologiczne ułatwiają jej poród, wejście w rolę mamy czy karmienie piersią.

Badania i artykuły naukowe wskazują, że kobietom współczesnym, które pochłonęło życie zawodowe trudniej wejść w rolę mamy. Mają problemy z karmieniem, porody bywają dłuższe i trudniejsze. W drugiej dekadzie XXI wieku jesteśmy już tak współczesne, że trochę zapominamy co jest naturalne. Myślę, że natura wie najlepiej, dobrze nas kobiety stworzyła po to byśmy bez traumy mogły rodzić nasze dzieci.

Skąd w ogóle pomysł na porody domowe? Kto się na takie decyduje?

Skąd pomysł? Jeszcze 60 lat temu większość społeczeństwa rodziła się w domach lub izbach porodowych. Warto zastanowić się co takiego się stało, że porody w całości przeniosły się do szpitali. I nie ma prawie żadnej alternatywy, jak choćby Domy Narodzin.

Kto się decyduje?

Powiedziałabym, że kobiety bardzo świadome. Takie, które są blisko siebie i natury.

Najczęściej nie są to pierwsze porody, bo jak wiadomo, wtedy wiedza rodziców jest mniejsza. Są też kobiety, które uważają, że w szpitalu zostały źle potraktowane i szukają alternatywy. Są mądre, świadome, wykształcone – do takiej grupy bym je zaliczyła. Ludzie myślą jednak zupełnie inaczej o porodach domowych. Jeśli się o nich słyszy, to są pokazane jako fanaberie, patologia albo że ktoś po prostu nie zdążył do szpitala. Taki jest odbiór społeczny, a media się do tego przyczyniają. Jest zupełnie inaczej! Kobiety pół ciąży planują taki poród. Muszą znaleźć położną niezależną, która przyjmuje takie porody. W Płocku takich nie ma, ale dojeżdżają z Łodzi i Warszawy. Jest to wydatek rzędu 4 tys. złotych. To wcale nie tak dużo, biorąc pod uwagę, że prywatne porody w stolicy to 10 tyś za poród i 2 tyś za opiekę położnej. Po porodzie w domu trzeba zaplanować też wizytę lekarza neonatologa lub pediatry.

Położna, która zdecyduje się przyjąć taki poród, przeprowadza kwalifikację. Kobieta i dziecko musi być w 100% zdrowa. Wszystkie wyniki muszą być książkowe. Wystarczy, że poziom żelaza we krwi jest niski i już położna może odmówić. Porody domowe są bezpieczne, nawet bezpieczniejsze, niż te w szpitalu, bo odsiewana jest grupa ryzyka. Kobieta po dwóch cięciach cesarskich prawdopodobnie nie urodzi w domu. Położne sprawdzają rodziców już na pierwszym spotkaniu. Mówią o odpowiedzialności jaką trzeba na siebie przyjąć, bo są sytuacje, których się nie przewidzi. Może być tak, że kobieta rodzi, a położna jest jeszcze w drodze.

Wydaje mi się też, że związek kobiety i mężczyzny musi być dojrzały i gotowy na takie wyzwanie.

Jak wygląda poród domowy?

Nie ma całego zaplecza szpitalnego, co dla niektórych może być dużym plusem.

Jest na pewno spokojniejszy, bo kobieta czuje się bezpiecznie w swoim otoczeniu. Jest mąż, doula, położna czasem nawet fotograf. Można jeść, ruszać się, tańczyć, wziąć prysznic. Pełna swoboda! Czego nie można powiedzieć o porodzie w szpitalu.

W porodach domowych zużywa się mniej leków. Poród nie jest zmedykalizowany. W efekcie jest po prostu mniej bolesny, szybszy i bezpieczniejszy dla mamy i dziecka. Medycyna idzie do przodu, ale ciąża to nie choroba, dlatego najlepiej na fizjologii znają się położne. Jeśli mówi się kobiecie w szpitalu, że nie wolno jeść ogórka, bo dziecku coś się stanie albo pokarm nie będzie się nadawał, to jest to zacofanie! Trzeba to nazwać po imieniu. To straszenie młodej kobiety, która jest niepewna i krucha. Uczy się nowej roli. To historia zasłyszana z płockiego szpitala. Po takich słowach ma się mętlik w głowie. Po mojej Szkole Rodzenia dziewczyny wiedzą, że nie ma czegoś takiego jak dieta matki karmiącej i po prostu muszą się zdrowo i racjonalnie odżywiać.

Kobietą po porodzie rządzą hormony, jest delikatna, krucha i wszyscy muszą o nią wtedy dbać. Nie raz, nie dwa, dzwonią do mnie dziewczyny ze szpitala i szukają wsparcia, pomocy, informacji. Przychodzę do nich zaraz po wyjściu ze szpitala. Pokazuję jak zajmować się maluszkiem, jak przystawiać do piersi. Bywa, ze w szpitalu proszą o pomoc i jej nie dostają. Oczywiście nie zawsze. Trzeba pamiętać, że położnych jest po prostu za mało na oddziałach. Nasza służba zdrowia musi przejść gruntowną przemianę. Niektóre płocczanki, które rodzą w większych ośrodkach np w Warszawie mówią, że różnica w opiece jest ogromna.

(artykuł partnerski)
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA