Zamknij
REKLAMA

Hit czy gniot? Sebastian Deręgowski o „Sicario 2: Soldado”

08:54, 24.07.2018 | Sebastian Deręgowski, zaufany recenzent
REKLAMA
Skomentuj
fot. źródło: Monolith Films

Pierwsza część sagi o amerykańskich służbach specjalnych walczących z meksykańskimi kartelami narkotykowymi została bardzo dobrze przyjęta przez środowisko filmowe. Poza oficjalną selekcją w Cannes, gdzie był premierowo pokazywany, film Denisa Villeneuve otrzymał także trzy nominacje do Oscara. I choć ostatecznie nie wyniósł z gali żadnej statuetki to dał zielone światło do nakręcenia swojej kontynuacji. Tym więc sposobem po trzech latach przerwy „Sicario” powraca na kinowe ekrany.

Nowości filmowe ocenia dla was Sebastian Deręgowski – płocki miłośnik filmów, wyróżniony przez Filmweb tytułem „zaufanego recenzenta”, przyznawanego autorom prac o wysokiej wartości merytorycznej.

„Soldado” już we wstępnej fazie produkcji dał oczekującym na niego widzom wiele powodów do obaw. Wspomnianego we wstępie Villeneuve, bezapelacyjnie jednego z najlepszych reżyserów ostatnich lat, zastąpił Stefano Sollima – włoski twórca, dla którego jest to pierwsza tak poważna produkcja. Zamiast Roberta Deakinsa (tegorocznego zdobywcy Oscara za zdjęcia do „Blade Runnera”) za kamerą stanął nasz rodak, Dariusz Wolski, który, choć współpracował już z Ridleyem Scottem, Timem Burtonem czy Robertem Zemeckisem, wciąż jest jeszcze drugą ligą jeśli chodzi o operatorów filmowych. Do tego już od samego początku było wiadome, że do sagi nie powróci główna bohaterka pierwszego epizodu (w tej roli Emily Blunt), która kobiecą narracją wniosła powiew świeżości do monotematycznego storytellingu tego typu filmów.

Wiele wskazywało więc na to, że sequel utrzymanego w dobrym tempie i budowanego z pierwszorzędnym wyczuciem thrilleru okaże się kolejnym chaotycznie rozpisanym filmem akcji, którego już od lat jest ogromny przesyt. Z powyższego przekonania wcale nie wyprowadzał nierówny i nieco szarpany początek, w którym akcja nie zdążyła się jeszcze zawiązać, a już była przerzucana w zupełnie inne miejsce. Na całe szczęście po tej średnio udanej introdukcji, film osiada na bardzo dobrych torach, genezą wywodzącymi się prosto z pierwszej części.

Cały „Soldado” utrzymany jest w bardzo dobrym tempie i, mimo dużej huśtawki nastrojów, jest thrillerem, który potrafi budować napięcie, wciągając "w swój świat". Umiejętnie budowany jest zarówno główny wątek porwania córki bossa „króla karteli”, Isabel Reyes, jak i równolegle prowadzona z nią historia młodego amerykańskiego przemytnika. Sceny akcji są bardzo dobrze zainscenizowane, a przy tym pozostają bardzo klarowne w odbiorze. Sollima nie pozwala także widzowi na zmęczenie prezentowanym materiałem – kiedy trzeba, potrafi wyciszyć akcję i rozbudować postacie, ale jednocześnie dba o to, by wszystkie akty tworzyły spójną całość.

Duża w tym zasługa scenariusza Taylora Sheridana, autora skryptu również poprzedniego „Sicario”. Sama fabuła może nie jest zbyt rewolucyjna, ale w połączeniu z ciętą linią dialogową naprawdę dobrze daje sobie radę na całej długości filmu. Ten pchają do przodu również jego pierwszoplanowi rzemieślnicy. Zarówno Josh Brolin jak i Benicio del Toro ponownie genialnie wypadają w swoich rolach i są poważnymi kandydatami do tytułu najlepszych bohaterów kina akcji ostatnich lat. Możemy być pewni, że jeszcze nie raz zaskoczą nas przy kreacji swoich postaci.

Dzięki wszystkim wymienionym atutom, „Soldado” stanowi jedną z najciekawszych propozycji wakacyjnego repertuaru. I choć zdecydowanie bardziej przypadnie ona do gustu tylko jednej z płci – jest to w końcu typowo męskie kino skrojone pod wszystkich samców alfa – to i kobiety nie powinny opuścić seans znudzone, zwłaszcza dzięki świetnemu wątkowi pomiędzy Isabel a Alejandro, który nieoczekiwanie wnosi do filmu dużo ciepła. Wizyta w kinie na pewno nie będzie złym pomysłem.

OCENA: 7/10 

(Sebastian Deręgowski, zaufany recenzent)
REKLAMA
REKLAMA
W okresie ciszy wyborczej tj. w okresie 24 godzin poprzedzających dzień wyborów i aż do chwili zakończenia głosowania zabronione jest prowadzenie agitacji wyborczej na rzecz kandydatów w jakiejkolwiek formie. Publikacja na portalu internetowym jakichkolwiek komentarzy mających charakter agitacji wyborczej może zostać uznana za naruszenie przepisów ustawy Kodeks Wyborczy oraz stanowi czyn zagrożony karą grzywny (art. 498 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. - Kodeks wyborczy, t.j. Dz. U. z 2018 r. poz. 754 z późn. zm.)

Komentarze (7)

nadal gniotnadal gniot

4 0

Sebastianku 15:44, 24.07.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

prywatna rubryka Sebprywatna rubryka Seb

3 0

tu zagląda tylko Sebastianek i jego promotor 09:01, 31.07.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

kkkkkk

3 0

"Na całe szczęście po tej średnio udanej introdukcji, film osiada na bardzo dobrych torach, genezą wywodzącymi się prosto z pierwszej części." poproszę o przetłumaczenie na język polski :) 09:55, 03.08.2018

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

chodzi o tochodzi o to

3 0

Sebastiankowi, żeby wyglądało, że jest fachowcem, chłopczyk myśli, że jak użyje takiego fajnego zwrotu jak introdukcja, to my czytelnicy padniemy przed nim, niczym za czasów faraona zwykli ludzie przed kapłanami i już od dziś czytać będziemy jego wspaniałe filmowe opinie.
Śmiszny ten Sebastianek, a jeszcze śmiszniejszy jest jego promotorek !
22:19, 09.08.2018


o Sebastiankuo Sebastianku

3 0

,,Nowości filmowe ocenia dla was Sebastian Deręgowski ? płocki miłośnik filmów, wyróżniony przez Filmweb tytułem ?zaufanego recenzenta?, przyznawanego autorom prac o wysokiej wartości merytorycznej".
Nie no to fachura pełną gębą, jeśli jest jednym z tysięcy filmwebowych ,,recenzentów", to co najwyżej zasługuję na komentarz tu poniżej a nie na opiniodawcę z rubryką, no chyba, że promotor nadal tego chce, to gniotu cd. 23:05, 07.08.2018

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

do komentarza powyżedo komentarza powyże

3 0

ok, na filmwebie są tysiące komentatorów i to żaden wyczyn naskorobać to i owo w wolnym czasie, sama na filmweba zaglądam i sugeruję się opiniami "przeciętnych" widzów. Chodzi jednak o to, ze Sebastian nie umie pisać, na początku jeszcze jakoś szło, a teraz kolega serwuje nam pseudointelektualny bełkot rodem z googlowskiego tłumaczenia recenzji na "rotten tomatoes" czy "imbd". To jest jakaś masakra. Przecież recenzje są pisane rzadziej niż raz w miesiącu, czy naprawdę nie można zrobić tego porządnie? Publikowanie tekstu, który zawiera błędy interpunkcyjne i koszmarki stylistyczne to brak szacunku do czytelnika. Poziom tego portalu już od jakiegoś czasu schodzi na psy, dowodem jest ta rubryka. Błagam Właścicieli Portalu: podziękujcie Sebastianowi, bo Was ośmiesza. To jest dno dna i 20 metrów mułu. Sebastian jak Ci nie wstyd pisać takie gnioty?
08:59, 08.08.2018

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

zgadzam sięzgadzam się

3 0

w 100 % 22:11, 09.08.2018


REKLAMA
REKLAMA
© portalplock.pl | Prawa zastrzeżone