REKLAMA

Rozczarowanie w Lidze Mistrzów. Dima, Sego i spółka wykorzystali błędy [FOTO]

19:43, 11.10.2017 | Michał Wiśniewski
REKLAMA
Skomentuj
Fot. Tomasz Miecznik / Portal Płock

Orlen Wisła Płock po raz kolejny nie zachwyciła. Tym razem podopieczni Piotra Przybeckiego ulegli wysoko węgierskiemu Pick Szeged. To czwarta z rzędu porażka wicemistrzów Polski we własnej hali w rozgrywkach Ligi Mistrzów. 

Dla wielu kibiców mecz zaczął się jeszcze przed wejściem na halę. Ze względu na organizowane w weekend zawody Verva Street Racing, zamknięta została górna część parkingu przy Orlen Arenie, a także spora część dolnego. Efektem tego było kilkadziesiąt samochodów krążących między blokami.

Pojedynek z Pick Szeged to dla kibiców okazja do ponownego spotkania z Dimitrijem Żytnikowem, który w Płocku spędził dwa ostatnie sezony. Na boisku wszelkie sentymenty odeszły jednak na bok, tym bardziej, że Rosjanin na parkiecie pojawił się dopiero pod koniec spotkania. Od pierwszego gwizdka była twarda walka, ale na parkiecie na początku był tylko jeden zespół. Wielu kibiców jeszcze nie zdążyło wejść na halę, a Wisła przegrywała już 4:0. Poirytowany Piotr Przybecki już po pięciu minutach poprosił o przerwę. 

Chwilę później Valentin Ghionea zdobył pierwszą bramkę dla wicemistrzów Polski, ale goście odpowiedzieli z nawiązką i przewaga rosła. Nafciarze na początku spotkania mieli ogromne problemy z zatrzymaniem Denisa Bunticia. Wisła z czasem się jednak rozkręcała. Gospodarze zaczęli grać coraz lepiej w defensywie, kilka piłek odbił Adam Morawski i zaczęło się mozolne odrabianie strat. W 20. minucie po skutecznej akcji Gilberto Duarte udało się doprowadzić do remisu 9:9. Potem to jednak Wisła zacięła się w ofensywie. Przemysław Krajewski nie radził sobie na pozycji praworozgrywającego, brakowało pomysłu na płaską obronę gości. Rywale wrócili do dobrej gry z pierwszych minut i znów wypracowali trzybramkowe prowadzenie. Na przerwę zespoły schodziły przy stanie 12:15. 

Po zmianie stron obraz gry się nie zmieniał. Podopieczni Piotra Przybeckiego pokazywali fragmenty niezłej gry, kiedy to punktował niezawodny Michał Daszek. W zespole gości pałeczkę w ofensywie przejął za to Richard Bodo, który bombardował bramkę Morawskiego rzutami z 10 metrów. Obrona płocczan nie wiedziała jak odpowiedzieć na te ataki. Dobrze funkcjonowało też prawe skrzydło, a z siedmiu metrów ani razu nie pomylił się Zsolt Balogh. 

Nafciarze próbowali gonić, ale sami sobie nie pomagali, kilkukrotnie podając prosto w bandy reklamowe czy popełniając błędy w chwycie piłki. Efektem tego była wyraźna przewaga wicemistrzów Węgier na kwadrans przed końcem (18:23). Po kolejnej stracie pojawiły się nawet gwizdy, a pierwsi widzowie opuszczali Orlen Arenę. Skuteczna pogoń była bardzo mało prawdopodobna. 

Goście grali na luzie i pokazali kilka efektownych akcji, momentami wręcz ośmieszając defensywę Wisły. Nafciarze też punktowali, ale w żaden sposób nie zbliżali się do przeciwników. Skończyło się na 27:33. To czwarta z rzędu porażka wicemistrzów Polski we własnej hali. 

Po meczu Dima Żytnikow długo został na parkiecie i fotografował się z kibicami. Rosjanin został ciepło przyjęty w hali, czego nie można powiedzieć o o Marinie Sego. Chorwat za każdym razem, gdy pojawiał się na boisku, zbierał porcję gwizdów. 

 

Orlen Wisła Płock - Pick Szeged 27:33 (12:15)

Bramki Orlen Wisła: Daszek 7, Ivić 5, Duarte 3, Ghionea 3, Żabić 3, Mihić 3, Krajewski 2. 

Bramki Pick Szeged: Buntić 5, Sostarić 4, Balogh 4, Bodo 4, Kallman 3, Petrus 3, Skube 3, Gaber 3, Benhidi 1, Zhitnikov 1. 

(Michał Wiśniewski)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (5)

......

10 7

No to klops bo na to idą pieniądze z miasta które Pan nauczyciel mógł wydać na służbę zdrowia lub na nowe przedszkole on jednak woli wydawać pieniążki obywateli miasta i powiatu na takie coś!? Jaki ma w tym interes pomijam fakt że kasa ta mogła zasilić drużynę z prawdziwego zdarzenia złożoną z mieszkańców miasta i powiatu. Niestety zlepek grajków potrafi przynosić miastu tylko ANTY Reklamę! Działa nawet odwrotnie obciach dla miasta w całej Europie. No ale cóż partyjniacki właściciel klubu i tak na nic nie zważa. Obciach za obciachem chyba że przegrane to sukces marketingowy w pojęciu Pana Andrzeja. 21:12, 11.10.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

JajaJaja

11 5

Płock to zaścianek europejskiego handballu... 21:18, 11.10.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

NafciarzNafciarz

6 0

Ja to już tego nawet nie oglądam, nie wiem co się tam dzieje nawet w lidze ciężko idzie... 17:22, 12.10.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

do Kibiców Wisły  do Kibiców Wisły

4 0

Panowie i Panie mianowanie ikony Wisły na bossa nie było żadną ucieczką do przodu władz, że to niby nasz człowiek, wychowanek itd. Nie było też żadną szansą na ratowanie klubu, bo z całym szacunkiem, jeśli Adaś nie umie nawet uratować własnego małego biznesu, to jak ma uratować wielki klub z milionami. Mianowanie go na bossa ( nomen omen) miało inny charakter czyli spłacanie pewnego przekrętu jakiego dokonali panowie rządzący grodem a ofiarą tego padł Adaś. Żeby Adaś nie zaczął gadać i nie robił szumu dali mu stołek, żeby się odkuł finansowo. Ot cała zagadka związana z Wisła. dalej szukajcie sobie sami informacji... 16:13, 13.10.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

jajajaja

2 0

mam nadzieję, że wszystkie smrody wyjdą na jaw a winni poniosą odpowiedzialność...

Jedno jest pewne, że w Płocku nie śmierdzi tylko z kominów 16:22, 13.10.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
REKLAMA
© portalplock.pl | Prawa zastrzeżone | 2017