REKLAMA

Zarząd Wisły w ogniu pytań kibiców. Momentami było gorąco

16:14, 15.09.2017 | Michał Wiśniewski
REKLAMA
Skomentuj
Fot. Michał Wiśniewski/Portal Płock

W czwartkowe popołudnie zarząd Wisły Płock, dyrektor sportowy oraz trener odpowiadali na pytania kibiców. 

Już po raz kolejny władze klubu spotkały się z sympatykami Nafciarzy. Na sali z pewnością było kilku debiutantów, choć jeden z nich był najważniejszy. Po raz pierwszy przez kibicami siedział Jerzy Brzęczek, który niespodziewanie przejął zespół zaledwie kilkadziesiąt godzin przed startem sezonu. Przez dwie godziny w klubowej kawiarni toczyła się dyskusja z grupą ok. 70 kibiców. 

- Co to za prezes, który nie wie co się dzieje w drużynie? Dla mnie to nielogiczne. Dlaczego nowego szkoleniowca zatrudniono tak późno? 

Prezes Jacek Kruszewski tłumaczył, że nigdy nie było planu zmiany szkoleniowca, a sytuacja była nagła. 

- Nie chcieliśmy podejmować pochopnej decyzji. Wykonaliśmy kilka telefonów, musieliśmy się też spotkać i porozmawiać twarzą w twarz, bo przez telefon wszystkiego załatwić się nie da. Dokonaliśmy takiego wyboru, a wszystko zweryfikuje wynik. To, gdzie Wisła będzie za pół roku i po zakończeniu sezonu - odpowiadał prezes. 

Szkoleniowiec też nie mógł liczyć na taryfę ulgową. Zarząd nadal powtarza, że zespół jest silniejszy kadrowo niż w poprzednim sezonie, ale na razie nie ma to przełożenia na wynik. Wisła po ośmiu kolejkach ma osiem punktów, a przy tym strzeliła najmniej bramek w stawce. Wszyscy liczą, że dobra druga połowa w Lubinie będzie bodźcem do lepszej gry. Kibice oczekiwali jednak jawnych deklaracji. Jerzy Brzęczek przyznał, że jego celem jest awans do grupy mistrzowskiej. Zarząd ujawnił też, że w kontrakcie trenera jest wpisana specjalna premia na wyraźne życzenie szkoleniowca. Zostanie wypłacona, jeśli na koniec sezonu zajmie miejsce 1-6. 

- Jest postęp w grze, widzę to po ilości stwarzanych sytuacji i przemieszczaniu się zawodników po boisku - mówił Brzęczek. 

- Naszym celem jest zrobienie kolejnego kroku do przodu - zapowiadał prezes, pokazując przy tym wykres z wynikami Wisły z ostatnich kilku lat. - Tu objąłem władzę w klubie - wskazał, pokazując niemal samo dno. - Od tamtego czasu jest systematyczny progres. Stać nas na dużo więcej .

Zawodnicy 

Kibice mieli też pretensje o sposób, w jaki został potraktowany Damian Piotrowski. Przypomnijmy, że między zawodnikiem a klubem jest spór co do ważności kontraktu. Piotrowski twierdzi, że umowa jest ważna do końca obecnego sezonu, zarząd uważa zaś, że wygasła 30 czerwca 2017 roku. Sprawa została skierowana do Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych w Polskim Związku Piłki Nożnej. W pierwszej instancji rację przyznano zawodnikowi, klub odwołał się od tej decyzji. 

- Damian włożył serce w ten klub, pomógł w awansie do Ekstraklasy. Widzimy, jak trenuje, wylewa siódme poty na stadionie miejskim. Dlaczego nie można pozwolić mu trenować chociaż z II drużyną? - dziwili się fani. 

Zarząd odbijał piłeczkę, wskazując na przepisy oraz możliwość odniesienia kontuzji. Prezesi zaznaczyli jednak, że jeśli w PZPN zdecyduje iż kontrakt jest ważny, o roli Damiana w klubie zadecyduje trener. 

- Damian zadzwonił do mnie tuż po tym jak objąłem posadę trenera - ujawnił Brzęczek. - Wytłumaczył sytuację, ale ja byłem w klubie dopiero kilkanaście godzin. Jeśli zawodnik będzie prezentował dobrą formę na treningu, ja przed nikim nie zamykam drzwi. 

Zawód wśród kibiców wzbudziło też odejście Piotra Wlazło do Jagielloni Białystok. Wisła zarobiła na transakcji 500 tysięcy złotych, a w formie rozliczenia do Nafciarzy dołączył też Damian Szymański. Fani nie byli jednak zadowoleni i jako powód odejścia Wlazło wskazywali fakt, że w klubie nikt nie chciał z nim rozmawiać. 

- Nikt nie chciał odejścia Piotra. Chcieliśmy go zatrzymać i dać podwyżkę - mówił Łukasz Masłowski, dyrektor sportowy. 

Prezes Kruszewski wskazywał, że Wlazło dostał o wiele lepszą ofertę z Białegostoku, na której przebicie Wisły nie było stać. Kibiców dziwił jednak fakt, że z zapisanych 250 tys. euro odstępnego w kontrakcie, na konto płockiego klubu wpłynęła tylko niecała połowa. - Mogliśmy zatrzymać Piotrka na siłę, powiedzieć że albo 250 tys. euro albo nici. Tylko co by to dało? Nie możemy wszystkiego odmawiać, zatrzymywać na siłę - argumentował Kruszewski. 

- Szkoda, że nie powiedzieliście, wziąłbym kredyt i sam go kupił - skwitował jeden z kibiców. 

Z klubem pożegnał się też Przemysław Szymiński, ale jak powiedział prezes, tutaj zarząd nie miał nic do gadania. Włosi od razu wpłacili klauzulę odstępnego. 

Szkoleniowiec odniósł się też do plotek dotyczących "władzy" w szatni. Kibice wskazywali, że pogłoski mówią o zbyt dużej pozycji Dominika Furmana. 

- Niech pan sobie nie pozwoli, żeby ogon merdał psem - obrazowali. 

- Nie chcę się wypowiadać o tym, co było zanim przyszedłem. U mnie reguły są jasne. Zawodnicy na pewno nie będą rządzić, co zresztą nie ma miejsca - mówił.

Kibice mają obietnicę

Na spotkaniu poruszono też kilka innych kwestii, m.in. budowy nowego stadionu. Na kolejnych sesjach rady miasta nadal brakuje konkretów, a miasto nadal czeka na odpowiedź ze strony Orlenu. 

- Na wrześniowej sesji rady miasta, która odbędzie się w ostatni wtorek miesiąca, zostanie zaprezentowana konstrukcja finansowa inwestycji - mówił wiceprezes Tomasz Marzec.

Kibice dodali, że na spotkaniu z prezydentem Andrzejem Nowakowskim usłyszeli obietnicę, że stadion powstanie bez względu na wynik sportowy Wisły. I to nawet w trzy lata. 

Poruszony został również temat obchodów 70-lecia istnienia klubu. Wiceprezes Marzec wskazywał, że od początku sezonu wszystkie grafiki przygotowywane przez klub mają motyw 70-lecia, a kilka innych akcji jest przygotowywanych. 

- Obchody rozpoczniemy w październiku i zakończymy galą w grudniu. Wybierzemy m.in. jedenastkę 70-lecia - zapewniał. 

Atmosfera

W piłce często mówi się, że korzystne wyniki są wypadkową dobrej atmosfery w drużynie. Trochę prawdy w tym jest, więc kibice dopytywali czy w klubie nie ma konfliktu. Niemal jednogłośnie zaprzeczano, aby w szatni były jakieś podziały. 

- Kiedy wygramy, są punkty, kibice dopingują - wtedy jest pięknie. Wszyscy biorą się za rozgrywanie piłki, chcą brać odpowiedzialność. Drużyna buduje się, kiedy cię niszczą - obrazował Brzęczek. 

Gorąco było też przy dyskusji na temat rzecznika prasowego. Kibice oskarżali go o niestosowne zachowanie podczas meczu w Lubinie i psucie wizerunku klubu. Tu również żądali jasnych deklaracji. - Została przeprowadzona rozmowa i postawione ultimatum - zapewnił wiceprezes Marzec. 

Do rzekomych plotek o układzie przy transferowaniu zawodników odniósł się również prezes Kruszewski. 

- Jeśli ktoś udowodni, że transferując zawodników biorę z dyrektorem Masłowskim pieniądze pod stołem, od razu podam się do dymisji - zarzekał się prezes. - To wierutne kłamstwo. To nieprawda, że 13 zawodników w Wiśle reprezentuje duet Masłowski-Kubacki [współpracownik Łukasza Masłowskiego z czasów, gdy był agentem- przyp. autora]. 

Na dowód pokazał zestawienie piłkarzy i menedżerów, którzy ich reprezentują. - Do stajni Kubacki-Masłowski należy zaledwie czterech - skwitował Kruszewski. 

(Michał Wiśniewski)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© portalplock.pl | Prawa zastrzeżone | 2017